Magdalena Zapadka – Trener Mentalny i Biznesowy | Mentor Power Skills

TRENER-MENTALNY-UKŁAD-NERWOWY-MAGDALENA-ZAPADKA-ODPORNOŚĆ-PSYCHICZNA-STRES-PRESJA-EMOCJE-LĘK-ODDYCHANIE-MINDSET-MENTORKA-UMYSŁ-MISTRZA



Wyobraź sobie, że Twoje ciało to wielkie, tętniące życiem miasto. Są tu fabryki (organy), drogi (naczynia krwionośne), a nawet system kanalizacyjny (układ limfatyczny). Ale żeby to wszystko działało sprawnie – ktoś musi tym zarządzać. Ktoś musi włączyć światła, dać zielone światło na skrzyżowaniu, wysłać sygnał alarmowy, gdy pojawi się zagrożenie. I właśnie tym „kimś” jest Twój układ nerwowy.

Mówiąc najprościej – to system dowodzenia całym organizmem. Decyduje, kiedy masz uciekać, a kiedy się przytulić. Kieruje Twoim oddechem, bijącym sercem, ale też tym, że właśnie teraz czytasz ten tekst i… coś Cię w nim zaciekawiło.

Układ nerwowy to nie tylko mózg. To także:

✓ rdzeń kręgowy – główna „autostrada sygnałów”

nerwy obwodowe – jak lokalne drogi, które prowadzą sygnały do każdej komórki

sieć neuronów – które rozmawiają ze sobą szybciej niż Wi-Fi w biurze




A co jeśli układ nerwowy się przeciąży? Wtedy zaczyna się robić ciekawie (albo niebezpiecznie.)

→ Masz problem z koncentracją

→ Zaczynasz reagować nerwowo, nawet jeśli ktoś tylko zapyta, jak Ci mija dzień

→ Nie możesz zasnąć – a jak już zasypiasz, budzisz się bardziej zmęczony, niż przed pójściem spać.

→ Czasem boli Cię głowa bez powodu. Czasem brzuch. A czasem po prostu… wszystko.



To nie przypadek. To Twoje wewnętrzne centrum dowodzenia wysyła Ci sygnał: „Ej, halo, ogarnij mnie! Mam przeciążenie! Wysiadam!”

Żyjemy w czasach, w których układ nerwowy pracuje na pełnych obrotach non stop. Stres, powiadomienia z telefonu co 10 sekund, napięcie w pracy, niedosypianie, presja bycia „w formie” 24/7 – to wszystko sprawia, że nawet jeśli jesteś młoda, zdrowa i „wszystko gra”, w środku możesz być jak komputer z przegrzanym procesorem.

Ale jest dobra wiadomość: Układ nerwowy to system, który można zrozumieć, odciążyć i zregenerować.
I właśnie tym zajmiemy się w kolejnych rozdziałach. Będzie o tym, jak działa mózg, jak wpływa na emocje i co robić, żeby się nie wypalić.

Na spokojnie, po ludzku – i tak, żebyś to Ty miała kontrolę nad swoim systemem, a nie odwrotnie.

Gdybyśmy mieli porównać ludzkie ciało do jakiegoś złożonego systemu, najbliżej byłoby mu do doskonale zaprojektowanej elektrowni połączonej z siecią telekomunikacyjną i centrum zarządzania kryzysowego w jednym. Wszystko działa tu dzięki impulsom elektrycznym, chemicznym wiadomościom i precyzyjnie zestrojonym reakcjom. A sercem tego systemu jest właśnie układ nerwowy – niewidzialna siatka, która pozwala nam nie tylko przetrwać, ale też czuć, myśleć, reagować i tworzyć.

Układ nerwowy składa się z dwóch głównych części: centralnego i obwodowego. Ten pierwszy, czyli mózg i rdzeń kręgowy, to centrum dowodzenia. Tu zapadają decyzje, tu analizowane są bodźce i tworzą się reakcje. To tutaj powstają emocje, wspomnienia i plany. Obwodowy układ nerwowy z kolei to rozległa sieć „kabli” – nerwów i zakończeń czuciowych – które łączą mózg z resztą ciała. Dzięki nim możesz podrapać się po głowie, poczuć chłód w dłoni albo w sekundę odskoczyć od gorącej powierzchni.

W ramach układu obwodowego funkcjonuje również system autonomiczny, który działa całkowicie poza naszą świadomością. On odpowiada za bicie serca, trawienie, oddychanie, regulację temperatury i wiele innych procesów, o których nie musisz nawet myśleć, a mimo to zachodzą nieustannie. Ten system dzieli się na dwie przeciwstawne siły: współczulną i przywspółczulną. Pierwsza mobilizuje organizm w sytuacjach zagrożenia – to ona odpowiada za reakcję walki lub ucieczki. Przyspiesza tętno, zwiększa napięcie mięśni, ogranicza trawienie. Druga z kolei – przywspółczulna – działa jak hamulec. Wycisza, regeneruje, uspokaja. Dzięki niej po stresującym dniu organizm może wrócić do równowagi.

Sygnały nerwowe przemieszczają się z zawrotną prędkością. Wysyłane są przez wyspecjalizowane komórki – neurony – które tworzą skomplikowaną sieć połączeń przypominającą gęstą pajęczynę. Każdy neuron przekazuje impuls elektryczny, który na końcu jego wypustki zamienia się w sygnał chemiczny. Przeskakuje on do kolejnej komórki przez mikroskopijną przestrzeń zwaną synapsą. Cały ten proces trwa ułamki sekundy, ale odbywa się miliony razy dziennie. W każdej sekundzie Twoje ciało przetwarza i przesyła niezliczoną liczbę informacji – o temperaturze powietrza, napięciu mięśni, poziomie cukru we krwi czy emocjach związanych z rozmową, którą właśnie prowadzisz.

Choć mamy skłonność do myślenia o sobie jako o świadomych istotach, które podejmują decyzje na chłodno, rzeczywistość jest bardziej złożona. Często układ nerwowy reaguje szybciej, niż jesteśmy w stanie to zarejestrować. Przykład? Ktoś wchodzi do pomieszczenia i od razu czujesz niepokój. To nie świadoma analiza sytuacji – to ciało migdałowate, struktura w mózgu odpowiedzialna za emocje, oceniło sytuację w oparciu o wcześniejsze doświadczenia i dało sygnał do mobilizacji. Ty dopiero chwilę później zastanawiasz się, co właściwie się wydarzyło.

Zrozumienie, jak działa układ nerwowy, to pierwszy krok do tego, by odzyskać nad nim wpływ. Bo choć wielu jego procesów nie kontrolujemy bezpośrednio, to możemy nauczyć się świadomie wpływać na jego równowagę. Możemy uspokajać reakcje stresowe, wzmacniać połączenia wspierające dobre nawyki, poprawiać koncentrację czy wspomagać regenerację. I to wszystko bez magicznych metod – a dzięki zrozumieniu biologii własnego ciała.

W kolejnym rozdziale wejdziemy głębiej w temat tego, jak układ nerwowy komunikuje się ze sobą. Przyjrzymy się bliżej neuronom i neuroprzekaźnikom – czyli tej niewidzialnej chemii, która odpowiada za spokój, pobudzenie, motywację, miłość, stres i wszystko, co dzieje się w Twojej głowie i ciele.



Gdy mówimy o układzie nerwowym, większość osób od razu myśli o mózgu jako centrum dowodzenia. I słusznie – to właśnie on kieruje ogromną częścią naszych procesów życiowych. Ale prawdziwa magia dzieje się w mikroskali. W strukturach tak małych, że nie widać ich gołym okiem, a mimo to właśnie tam zapadają wszystkie decyzje: jak się czujesz, co pamiętasz, czy masz siłę działać, czy raczej chcesz zaszyć się pod kocem.

Te struktury to neurony – wyspecjalizowane komórki nerwowe, które przekazują informacje w postaci impulsów elektrycznych. Każdy z nas ma ich około 86 miliardów, a każdy pojedynczy neuron może być połączony z tysiącami innych. To właśnie dzięki tej niewyobrażalnej gęstości połączeń jesteśmy w stanie uczyć się, analizować, kojarzyć fakty, czuć emocje i funkcjonować w świecie pełnym bodźców.

Ale same impulsy to za mało. Żeby informacja mogła przeskoczyć z jednej komórki do drugiej, potrzebny jest tłumacz – ktoś, kto przetłumaczy elektryczność na język zrozumiały dla sąsiedniej komórki. Tym kimś są neuroprzekaźniki, czyli chemiczne cząsteczki, które można porównać do listonoszy lub kurierów rozsyłających wiadomości po całym układzie nerwowym.

Każdy neuroprzekaźnik ma swoją „specjalizację” i charakter. Dopamina to cząsteczka motywacji i nagrody – pojawia się wtedy, gdy osiągasz cel, gdy coś Ci się uda, gdy zrobisz coś przyjemnego. Serotonina natomiast dba o Twoje poczucie stabilności emocjonalnej i wewnętrznego spokoju. Gdy jej brakuje, możesz czuć się rozdrażniony, przygnębiony, a nawet pozbawiony energii. Noradrenalina uruchamia czujność i mobilizację – to ona stawia Cię na nogi w stresie, a GABA działa hamująco, wyciszająco – pozwala zasnąć, uspokoić oddech, zmniejszyć napięcie.

Ciekawostką jest to, że te wszystkie substancje nie są ani „dobre”, ani „złe”. Ich zadaniem nie jest dawać Ci szczęście czy smutek, tylko regulować Twój stan – dostosowywać ciało i umysł do aktualnych warunków. Problem pojawia się, gdy któryś z tych systemów zostaje rozregulowany. Na przykład – jeśli poziom kortyzolu, hormonu stresu, utrzymuje się zbyt długo na wysokim poziomie, zaczynasz żyć w trybie ciągłego alarmu. Nie potrafisz się wyłączyć, odpocząć, a Twój organizm zużywa zasoby, zamiast je odbudowywać.

Zrozumienie działania neuroprzekaźników pozwala inaczej spojrzeć na swoje emocje, reakcje, a nawet nawyki. Zamiast oceniać siebie: „Jestem leniwy”, „Jestem beznadziejny”, „Nie mam motywacji” – możesz zapytać: „Co dzieje się w moim układzie nerwowym?”, „Czy mój mózg ma wystarczająco dużo dopaminy?”, „Czy mam warunki do regeneracji?”. To zmienia wszystko. Bo zamiast walczyć ze sobą, zaczynasz współpracować z własnym ciałem.

Nie chodzi o to, by znać wszystkie nazwy cząsteczek i procesów biologicznych. Chodzi o świadomość, że to, jak się czujesz, to nie przypadek. I że masz wpływ – czasem większy, niż Ci się wydaje. Możesz poprzez oddech, ruch, sen, sposób odżywiania, a nawet myślenie – realnie wpływać na to, co produkuje Twój mózg. I jakie sygnały rozsyła do reszty ciała.

W kolejnym rozdziale porozmawiamy o neuroplastyczności – zjawisku, które zmieniło całą współczesną neurologię. Bo okazuje się, że mózg nie jest strukturą raz na zawsze zbudowaną. Przeciwnie – potrafi się zmieniać, adaptować, uczyć. Nawet w dorosłym życiu. A to oznacza jedno: nigdy nie jest za późno, by nauczyć się nowego sposobu myślenia, by wyjść z lęku, przywrócić równowagę, a nawet… zbudować w sobie siłę, jakiej jeszcze nigdy nie miałeś.



Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nauka zakładała, że ludzki mózg po osiągnięciu dorosłości jest strukturą statyczną. Uważano, że neurony się nie regenerują, a raz utracone zdolności poznawcze są nie do odzyskania. Innymi słowy – miałeś pecha w dzieciństwie? Trudno. Miałaś słabą pamięć w szkole? Trzeba było się bardziej starać. Na szczęście współczesna neurologia obaliła ten pogląd. I to z rozmachem.

Dziś wiemy, że mózg przez całe życie tworzy nowe połączenia nerwowe, rozbudowuje te istniejące i – co najważniejsze – przekształca się w odpowiedzi na to, co robisz, myślisz, czujesz i przeżywasz. To zjawisko nazywamy neuroplastycznością. Można je porównać do pracy rzeźbiarza – z tym że to nie dłuto, ale codzienne działania i nawyki kształtują Twój umysł.

Każda myśl, emocja czy reakcja powtarzana wielokrotnie staje się szlakiem nerwowym. Im częściej go używasz, tym mocniejszy się staje – jak ścieżka w trawie, którą regularnie wydeptujesz. To działa w dwie strony. Możesz wzmacniać schematy, które Ci służą – jak odporność na stres, koncentrację, empatię – ale też te, które Cię ograniczają: lękowe myślenie, poczucie winy, brak wiary w siebie. Neuroplastyczność nie wybiera, co w Tobie rozwinąć. Ona po prostu reaguje na to, co powtarzasz.

Dlatego tak ważne jest, by świadomie wybierać, czym karmisz swój mózg. I nie chodzi tu tylko o wiedzę. Chodzi o uwagę. Jeśli codziennie skupiasz się na zagrożeniach, problemach, porażkach – Twój mózg będzie coraz lepiej „uczył się” patrzeć właśnie w tę stronę. Ale jeśli zaczynasz ćwiczyć uważność, oddech, refleksję, wdzięczność czy odporność emocjonalną – budujesz nowe ścieżki, które z czasem staną się automatyczne.

Neuroplastyczność daje też realną nadzieję w kontekście stresu, traumy i wypalenia. To, że coś Cię kiedyś ukształtowało, nie znaczy, że musi Cię definiować na zawsze. Możesz odbudować zaufanie, wzmocnić zdolność do spokoju, przeprogramować reakcje na bodźce. Oczywiście – to nie jest magiczny proces. Wymaga regularności, cierpliwości i zrozumienia, że każda zmiana w mózgu to proces biologiczny. Ale ten proces naprawdę zachodzi. A nauka to potwierdza – nie tylko na poziomie komórkowym, ale też w badaniach nad terapią, medytacją, sportem czy rehabilitacją neurologiczną.

Co ciekawe, neuroplastyczność działa najefektywniej wtedy, gdy łączymy kilka kluczowych elementów: uwagę, emocje i działanie. Samo myślenie nie wystarczy. Musisz zaangażować ciało, oddech, ruch, konkretne zachowanie. Wtedy zmiany nie tylko się zapisują, ale stają się częścią Twojej struktury.

Dlatego trening mentalny – jeśli oparty jest na realnym zrozumieniu, jak działa układ nerwowy – przestaje być czymś ezoterycznym czy psychologiczną sztuczką. Staje się codzienną, biologicznie uzasadnioną praktyką budowania nowych połączeń w mózgu. Tak samo jak ćwiczenia fizyczne wzmacniają mięśnie, tak ćwiczenia uwagi, spokoju, koncentracji czy samoświadomości realnie przebudowują Twój mózg.

I tu dochodzimy do sedna: neuroplastyczność to nie tylko szansa. To odpowiedzialność. Bo nie da się jej „wyłączyć”. Mózg zmienia się zawsze – pytanie tylko: w którą stronę?

W kolejnym rozdziale przyjrzymy się temu, jak układ nerwowy reaguje na stres i co dokładnie dzieje się w Twoim ciele i mózgu, kiedy czujesz napięcie, strach lub frustrację. Zrozumiesz, dlaczego pewne reakcje są automatyczne, skąd bierze się wewnętrzne „rozsypanie” i – co najważniejsze – jak świadomie zacząć odzyskiwać nad tym kontrolę.



Stres to nie opinia. To konkretna, fizjologiczna reakcja organizmu, którą Twój układ nerwowy uruchamia, żeby chronić Cię przed zagrożeniem. Problem w tym, że ten system został zaprojektowany miliony lat temu, gdy zagrożeniem był tygrys szablozębny, a nie szef, mail z pretensjami czy niewyrobiony deadline. A więc organizm wciąż działa jak w epoce kamienia, mimo że Ty żyjesz w rzeczywistości XXI wieku.

Kiedy Twoje ciało rejestruje zagrożenie – fizyczne, emocjonalne, społeczne – uruchamia się układ współczulny. To on odpowiada za reakcję „walcz albo uciekaj”. Serce zaczyna bić szybciej, wzrasta ciśnienie, oddech przyspiesza, krew odpływa z układu pokarmowego do mięśni. Wszystko po to, żebyś był gotowy do działania. Jednocześnie w mózgu aktywuje się ciało migdałowate – centrum emocji, które przejmuje stery. Logiczne myślenie zostaje przyciszone, bo w sytuacji zagrożenia nie ma czasu na analizę. Trzeba reagować. Tu i teraz.

W tym momencie do gry wchodzi kortyzol, główny hormon stresu. Jego zadaniem jest utrzymać organizm w stanie gotowości: zwiększyć poziom glukozy we krwi, zahamować procesy niepotrzebne w walce (np. trawienie, regenerację), podtrzymać czujność. To działa świetnie – ale tylko przez chwilę. Bo kiedy stres się przedłuża, organizm nie ma jak wrócić do równowagi. Zaczyna żyć w stanie permanentnego napięcia. A to już nie obrona, tylko powolne wypalanie się od środka.

Długotrwały stres nie tylko męczy psychicznie. On fizycznie niszczy układ nerwowy. Osłabia połączenia w korze przedczołowej – tej części mózgu, która odpowiada za racjonalne myślenie, planowanie, empatię. Rozregulowuje układ hormonalny, zaburza sen, wpływa na odporność, trawienie, a nawet zdolność do odczuwania przyjemności. Człowiek staje się drażliwy, zmęczony, rozproszony – i nie wie, dlaczego. Bo przecież „wszystko jest pod kontrolą”. Tylko że układ nerwowy widzi to inaczej.

Dobra wiadomość jest taka, że mamy w sobie również układ przywspółczulny – biologiczny system regeneracji. To on przywraca równowagę, gdy zagrożenie mija. Zwalnia tętno, uspokaja oddech, przywraca trawienie, uruchamia procesy naprawcze. Problem w tym, że wielu z nas zapomniało, jak go aktywować. Żyjemy w ciągłym „on”, nie umiejąc włączyć „off”. To trochę jakby silnik samochodu chodził non stop na wysokich obrotach – w końcu coś się wypali.

Dlatego pierwszym krokiem do odzyskania spokoju nie jest „ogarnięcie się” czy „wzięcie się w garść”, ale rozumienie biologii stresu. Kiedy wiesz, że to nie Ty jesteś „słaby”, tylko Twój układ nerwowy działa zgodnie z programem, możesz zacząć z nim współpracować. A współpraca ta zaczyna się od oddechu.

Oddychanie to jedyny proces fizjologiczny, który jest jednocześnie automatyczny i podlegający Twojej woli. To dzięki niemu możesz wpływać na aktywację układu przywspółczulnego. Głęboki, powolny oddech – szczególnie z dłuższym wydechem – wysyła do mózgu sygnał: „Jest bezpiecznie. Możesz się wyłączyć.” I ciało zaczyna wracać do równowagi. Nie w sekundę, ale stopniowo – jak światło gasnące powoli w ciemnym pokoju.

Inne sposoby aktywacji regeneracji to: kontakt z naturą, spokojny ruch (np. spacer, joga), śmiech, kontakt z bliskimi, ciepło, cisza, a nawet… świadome nicnierobienie. Wszystko, co pozwala ciału poczuć: nie muszę już walczyć.

Oczywiście nie każdy stres da się wyeliminować. Ale można nauczyć się wracać z niego szybciej. Regulować napięcie. Odbudowywać zasoby. I – co najważniejsze – nie utożsamiać się z nim. Bo stres to nie Ty. To tylko sygnał. A skoro to sygnał – można się go nauczyć czytać. A potem świadomie odpowiadać.

W kolejnym rozdziale przejdziemy do konkretów: jak budować psychiczną odporność. Nie przez tłumienie emocji ani udawanie, że wszystko jest okej – ale przez zrozumienie mechanizmów, które sprawiają, że jedni potrafią wracać do równowagi szybciej, a inni się w niej zapadają.



Odporność psychiczna bywa błędnie utożsamiana z twardością, brakiem emocji albo stoickim spokojem w każdej sytuacji. Kojarzy się z kimś, kto nigdy nie pęka, nie płacze, nie panikuje. Ale to mit. Prawdziwa odporność nie polega na byciu nieczułym. Wręcz przeciwnie – opiera się na zdolności do czucia wszystkiego, co trudne, i mimo to pozostaniu w kontakcie z własnym centrum.

Jest jak elastyczność trzciny, a nie sztywność skały. Skała może być silna, ale jeśli przyjdzie naprawdę silny wiatr – pęknie. Trzcina się ugnie, ale nie złamie. I o taką odporność nam chodzi.

Z perspektywy układu nerwowego odporność to zdolność do powrotu do równowagi po stresie, szoku, emocjonalnym zawirowaniu. To nie brak reakcji – tylko zdolność do ich regulowania. A regulacja to umiejętność, którą można trenować. Dzień po dniu, krok po kroku.

W praktyce odporność psychiczna to:

  • umiejętność rozpoznawania, kiedy jestem w napięciu,
  • znajomość swoich emocji i sygnałów z ciała,
  • posiadanie narzędzi, które pomagają wrócić do spokoju,
  • i – co najważniejsze – przekonanie, że niezależnie od sytuacji dam sobie radę.

I nie chodzi o myślenie życzeniowe, ale o biologiczne zakorzenienie: kiedy Twój mózg wielokrotnie doświadcza sytuacji, w których poradziłeś sobie z czymś trudnym, buduje wewnętrzne „ścieżki” zaufania. Do siebie. Do życia. Do możliwości odbicia się od dna. To jest neuroplastyczność w akcji.

Odporność nie oznacza, że nie czujesz lęku. Oznacza, że wiesz, co zrobić, kiedy on się pojawi. Że zamiast się w nim zatopić, potrafisz go objąć – i zacząć oddychać. Zamiast uciekać od napięcia – potrafisz go rozładować. Zamiast się złościć na swój strach – uczysz się go rozumieć. A to są umiejętności, których nikt nas nie uczy w szkole, choć powinny być podstawą higieny psychicznej.

Dlatego budowanie odporności psychicznej to nie motywacyjne hasła w stylu „nigdy się nie poddawaj”, tylko trening układu nerwowego. A trening, jak każdy inny, opiera się na:

  • regularności – nie wystarczy raz coś przeczytać, trzeba działać codziennie, choćby przez 5 minut,
  • małych krokach – neurobiologia nie lubi skoków na głęboką wodę, ale kocha powtarzalność,
  • praktyce pod presją – odporność nie buduje się na macie do jogi w ciszy, tylko w życiu, gdy jesteś zmęczony, zirytowany, zawstydzony czy sfrustrowany.

Co więc konkretnie buduje odporność psychicznie – nie jako koncept, ale jako realne zmiany w mózgu?

  • oddech – to Twój bezpośredni wpływ na autonomiczny układ nerwowy,
  • sen i regeneracja – bo przemęczony układ nerwowy nie ma siły być elastyczny,
  • świadoma praca z emocjami – czyli nie tłumienie, ale regulowanie,
  • ruch fizyczny – najlepiej codzienny, nawet jeśli to tylko spacer,
  • kontakt społeczny – tak, relacje są neurobiologicznym buforem przeciw stresowi,
  • świadome narracje – to, jak mówisz do siebie w trudnych chwilach, dosłownie zmienia Twój mózg.

Odporność psychiczna to w gruncie rzeczy umiejętność bycia sobą nawet wtedy, gdy życie zaczyna się sypać. To zdolność do trzymania siebie za rękę wewnętrznie, zamiast wewnętrznego samobiczowania. I właśnie dlatego – to nie jest talent. To wybór. I praktyka.

W kolejnym rozdziale opowiemy, jak codzienne nawyki – często banalne, niewinne, pozornie nieistotne – mają moc przeprogramować cały Twój układ nerwowy. Pokażemy, jak budować prostą, ludzką codzienność, która wspiera Twój mózg, zamiast go przeciążać.



Emocje nie są ani problemem, ani przeszkodą. Nie są dowodem na słabość, braki charakteru czy brudne plamy, które trzeba z siebie zmywać. Emocje to komunikaty. Język, jakim posługuje się układ nerwowy, żeby powiedzieć: coś się dzieje. Coś potrzebuje Twojej uwagi. Coś jest niewygodne, ważne, czasem niebezpieczne – a czasem po prostu zbyt intensywne, żeby zostać w środku niezauważone. Każda emocja jest reakcją biologiczną. To znaczy, że zanim pojawi się myśl „jestem zły” czy „czuję lęk”, ciało już dawno zaczęło wysyłać sygnały: napięcie w brzuchu, ściśnięta klatka, płytki oddech, sztywność karku, ścisk w gardle. Układ nerwowy zawsze wie pierwszy. I właśnie dlatego emocje to nie coś, co mamy „opanować” – ale coś, co warto usłyszeć. Kiedy nie słuchamy, one krzyczą. A kiedy i wtedy są ignorowane – zamieniają się w długoterminowy chaos: wybuchy, zamrożenie, wypalenie, bezsenność, chroniczne napięcie, trudności w relacjach. To nie „charakter”, to neurofizjologia.

Emocje powstają w mózgu limbicznym – starej, głębokiej części, która ewolucyjnie powstała dużo wcześniej niż logiczne myślenie. To znaczy, że zanim coś sobie „wytłumaczysz”, Twoje ciało już czuje, reaguje, unika lub walczy. I to nie znaczy, że jesteś nielogiczny. To znaczy, że jesteś człowiekiem. Biologia nie potrzebuje pozwolenia. Działa.

Problem pojawia się wtedy, gdy przez lata jesteśmy uczeni, że emocje trzeba trzymać w ryzach. Że złość to agresja, że smutek to słabość, że lęk to oznaka braku kontroli. Więc uczymy się „nie czuć”. Tylko że układ nerwowy nie zna opcji „wyłącz selektywnie”. Albo jesteś w kontakcie ze sobą – albo jesteś w odcięciu. A odcięcie od emocji to też odcięcie od intuicji, przyjemności, kreatywności, autentyczności. Nie da się odciąć tylko smutku. Odcinasz się od siebie.

Prawdziwa odporność emocjonalna nie polega na tym, że nie odczuwasz złości czy strachu. Polega na tym, że je zauważasz, rozumiesz ich źródło, umiesz je pomieścić i przepuścić przez ciało bez tego, by Cię zalały. To nie tłumienie. To regulacja. To różnica między: „czuję napięcie – muszę krzyknąć” a „czuję napięcie – mogę się zatrzymać i poczuć, co naprawdę za tym stoi”. Czasem złość to przykrywka dla zranienia. Czasem lęk to informacja: potrzebuję wsparcia. Czasem smutek to naturalna reakcja na stratę, którą trzeba opłakać, zamiast zagłuszać produktywnością. Kiedy zaczynasz traktować emocje jak dane z systemu operacyjnego – przestajesz się ich bać. Bo już nie jesteś ich zakładnikiem. Jesteś ich świadomym odbiorcą.

Układ nerwowy uczy się bezpieczeństwa nie przez eliminację emocji, ale przez doświadczenie, że możesz je czuć i nadal być bezpieczny. Że możesz płakać – i nie zostaniesz sam. Że możesz się złościć – i nie zniknie więź. Że możesz czuć lęk – i nadal działać. To właśnie te doświadczenia powoli przepisałyby Twoją wewnętrzną mapę świata: z „emocje są zagrożeniem” na „emocje są drogowskazem”.

W następnym rozdziale przejdziemy jeszcze głębiej – do świata traumy i mikrourazów. Bo nawet jeśli dziś żyjesz w pozornie spokojnych warunkach, Twój układ nerwowy może wciąż działać tak, jakby był na polu bitwy. I właśnie dlatego tak wielu z nas nie wie, dlaczego ciągle czuje napięcie, czujność, brak spokoju. To nie „Twoja wina”. To nie „przeszłość, która już nie ma znaczenia”. To biologia, która czeka na domknięcie.




Nie każda trudna sytuacja zostawia po sobie traumę. Ale każda trauma jest trudnym doświadczeniem, z którym w danym momencie było Ci za trudno. Nie miałeś wsparcia, narzędzi, czasu, przestrzeni. Twoje ciało zrobiło to, co umiało najlepiej – uruchomiło tryb przetrwania. Zamroziło. Odcięło. Zawiesiło system. Bo to był jedyny dostępny sposób, żeby przeżyć emocjonalnie lub fizycznie. I właśnie to – zamrożenie, a nie samo wydarzenie – zostaje potem w układzie nerwowym jako niezamknięty cykl.

Układ nerwowy zapamiętuje nie tylko obrazy, ale przede wszystkim stan wewnętrzny: napięcie mięśni, poziom adrenaliny, jakość oddechu, rytm serca, stan skóry, układ hormonalny. Jeśli wtedy było zimno, od tamtej pory może Ci być często zimno. Jeśli wtedy miałeś ściśnięty żołądek – dziś możesz mieć problemy trawienne. Jeśli wtedy zabrakło głosu – dziś możesz mieć trudność w mówieniu „nie”. I nie dlatego, że coś z Tobą nie tak. Tylko dlatego, że ciało nadal działa tak, jakby tamta sytuacja nadal trwała.

Trauma nie musi być spektakularna. To może być ojciec, który nigdy Cię nie chwalił. Matka, która ignorowała Twoje emocje. Przeprowadzka, której nikt Ci nie wyjaśnił. Ciągłe poczucie, że musisz być „grzeczny”, „silna”, „odpowiedzialna”. Mikrourazy, które systematycznie podkopywały Twoje poczucie bezpieczeństwa. Gdy nie masz gdzie się z tym zatrzymać, układ nerwowy przyzwyczaja się do stałego czuwania. I wtedy, nawet kiedy jest cicho, Ty czujesz napięcie. Nawet kiedy jest dobrze – nie wierzysz, że to potrwa. Nawet gdy odpoczywasz – nie umiesz się rozluźnić.

To nie lenistwo, nie histeria, nie nadwrażliwość. To zapisany wewnątrz tryb przetrwania. Ale – i to najważniejsze – zapisany nie znaczy nieodwracalny. Układ nerwowy jest neuroplastyczny. Może się uczyć na nowo. Może się zresetować. Może zamknąć stare cykle, których wtedy nie dało się domknąć.

Jak? Przez powrót do ciała. Nie przez analizowanie wszystkiego od początku. Nie przez rozkładanie dzieciństwa na części pierwsze. Tylko przez doświadczenie: czucia. Obecności. Ruchu. Czułego dotyku. Bezpiecznych relacji. Powtarzalnych sygnałów, że „teraz jesteś bezpieczny”. Bo ciało nie leczy się przez zrozumienie – tylko przez doświadczenie czegoś innego niż wtedy.

Regulacja po traumie to często powrót do najprostszych rzeczy: nauczenie się oddechu, który płynie spokojnie. Ułożenie ciała na podłodze i czucie jego ciężaru. Pozwolenie sobie na drżenie, śmiech, płacz, ziewanie – wszystko, co układ nerwowy sam wie, że musi zrobić, jeśli tylko mu nie przeszkadzać. To bycie widzianym w tym, co czujesz – bez oceniania, bez rad, bez naprawiania.

To nie jest droga szybkich efektów. Ale to jest droga do siebie. Powolna, pełna zaufania, ale prawdziwa. I kiedy zaczynasz czuć, że naprawdę jesteś tu i teraz – nie jako idea, ale jako stan ciała – trauma zaczyna puszczać. Powoli, nie spektakularnie, ale naprawdę.




Z perspektywy mózgu życie nie jest serią wielkich wydarzeń. To powtarzalność – rytm, który tworzy poczucie bezpieczeństwa. I chociaż na zewnątrz wszystko pędzi, układ nerwowy wciąż tęskni za tym, co znane, przewidywalne i spokojne. Problem w tym, że nasza codzienność rzadko przypomina rytuał. Jest raczej zbiorem przypadkowych impulsów, przebodźcowań, ciągłego przeskakiwania między ekranami, zadaniami i dźwiękami powiadomień. Ale nie dlatego, że jesteśmy słabi czy rozproszeni. Po prostu żyjemy w środowisku, które nie zostało stworzone dla naszego biologicznego mózgu. Ono nas przerasta.

Tymczasem układ nerwowy nie potrzebuje luksusowych terapii ani wielkich rewolucji. Potrzebuje prostych sygnałów: „jesteś bezpieczny, możesz się wyregulować”. Daje się je wysłać przez codzienne rytuały. Właśnie nie rutyny – bo rutyna bywa mechanicznym powtarzaniem. Rytuał ma w sobie intencję. I to ona robi różnicę.

Jednym z kluczowych momentów jest poranek. To nie przypadek, że to, jak zaczynasz dzień, potrafi pociągnąć za sobą jego dalszy przebieg. Mózg lubi, gdy poranek nie zaczyna się od natychmiastowego zastrzyku bodźców – czyli telefonu – tylko od chwili ciszy, kilku głębszych oddechów, kontaktu ze światłem dziennym i ruchem, choćby to były trzy przysiady lub minuta spaceru. Wcale nie musisz robić jogi o szóstej rano. Wystarczy, że dasz swojemu układowi nerwowemu sygnał: „jesteś w świecie, który nie zaczyna się od pośpiechu”.

Podobnie z jedzeniem. Nie chodzi tylko o to, co jesz, ale jak. Układ nerwowy uczy się, czy jesteś w trybie walki, czy w trybie trawienia. Jeśli jesz w biegu, z telefonem w ręku, ciało nie przełącza się w tryb spokoju. Można zjeść to samo danie w dwóch różnych stanach i odczuć zupełnie inne skutki. Zatrzymanie się na chwilę przed posiłkiem – kilka spokojnych oddechów, zauważenie zapachu, smaku – może być prostym, ale potężnym komunikatem dla ciała: teraz jest bezpiecznie.

W ciągu dnia warto przypomnieć sobie, że mózg nie został stworzony do nieprzerwanego skupienia. Potrzebuje mikroprzerw. Nie dlatego, że jest leniwy – tylko dlatego, że tak działa. Krótkie momenty oddechu, oderwania wzroku, przeciągnięcia się, kilku kroków – to małe resety, które zapobiegają kumulowaniu napięcia. Nie trzeba specjalnej techniki. Wystarczy uważność i intencja.

Ciało to język układu nerwowego. Problem w tym, że przestaliśmy go słuchać. Napięcia w karku, zaciskanie szczęki, ściśnięty brzuch – to nie są drobne niedogodności. To sygnały, że system wymaga uwagi. I że jeśli ją dostanie, zacznie się samoregulować. Nie musisz umieć tego analizować. Czasem wystarczy zatrzymać się i zapytać: „gdzie jestem napięty?” – a potem pozwolić sobie na oddech, masaż, odpuszczenie.

Na końcu dnia przychodzi wieczór – moment, który dla wielu jest najtrudniejszy. Bo mózg nie potrafi wyłączyć się na komendę. Potrzebuje znaku, że to już koniec. Światło, cisza, powtarzalność – to wszystko są kody, które rozpoznaje jako sygnał „przejścia”. Jeśli ostatnią godzinę spędzasz bez ekranu, z ciepłym światłem i czymś, co zamyka dzień – krótką refleksją, kąpielą, książką – dajesz mu szansę na prawdziwy reset.

To wszystko nie musi być idealne. Nie chodzi o to, byś zamienił życie w checklistę rytuałów. Chodzi o to, żeby wśród chaosu zbudować kilka stałych punktów odniesienia – takich, które dla Twojego mózgu staną się wyspą bezpieczeństwa. Bo im bardziej układ nerwowy czuje, że wie, co się dzieje, tym mniej uruchamia tryb przetrwania. A kiedy nie przetrwasz, tylko żyjesz – zaczynasz czuć, że masz wpływ.


Potrzebujesz profesjonalnego wsparcia w zakresie rozwoju mentalnego, osobistego czy umiejętności liderskich? Myślisz o zmianie, a nie wiesz jak i od czego zacząć? Stoisz w miejscu i boisz się zrobić kolejny? A może po prostu chcesz w końcu zacząć robić to, co od lat pozostaje tylko w sferze Twoich marzeń? Chcesz osiągać niezwykłe cele? Nie czekaj – weź życie w swoje ręce!

Zapraszam do współpracy!

Pracuję w biznesie, sporcie, modelingu, z ludźmi mediów, estrady… i nie tylko. Jestem Certyfikowaną Trenerką Mentalną, Licencjonowaną Konsultantką i Trenerką Odporności Psychicznej, Trenerką Biznesu w zakresie Kompetencji Liderskich i Społecznych, Specjalistą Psychologii Sportu i Mistrzostwa oraz Life Coach w trakcie certyfikacji. Mentorką umiejętności ludzkich, towarzyszącą w głębokiej zmianie osobistej.

Specjalizuję się w rozwoju umiejętności społecznych (miękkich) i psychologii mistrzostwa. Maksymalizuję potencjał, oswajam wewnętrznych sabotażystów i pomagam osiągać niezwykłe cele, niezwykłym ludziom.


Napisz do mnie!

Ⓜ️ hello@magdalenazapadka.com

🌐 www.magdalenazapadka.com





MENTAL PRO • Magdalena Zapadka • Trener Mentalny • Trening Mentalny • Trener Biznesu People Skills • Performance Power Skills Mentor • Rozwój Osobisty • Odporność Psychiczna • Wewnętrzna Siła • Emocje • Stres • Presja • Psychologia Sportu i Biznesu • FRIS • Przywództwo • Zarządzanie Talentami • Budowanie Zespołu • Sukces • Psychologia Mistrzostwa • Potencjał • Komunikacja • Mindset • MTQ Family Group – MTQ48 MTQ48 PLUS MTQ48 SPORT • Nawyki





0 komentarzy
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze