Co znajdziesz w artykule?
Masz wiedzę. Masz doświadczenie. Masz słownictwo i obycie. Potrafisz błysnąć w rozmowie, rzucić terminem z psychologii, nawiązać do poezji, ludzkich spraw czy transformacji. Znasz język ludzkich potrzeb. Wiesz, czym jest praca, rozwój i zmiana, sukces czy oczekiwania.
I mimo to… wciąż nie masz tego, na co naprawdę liczysz. Nie masz wyników. Nie masz efektów. Nie masz wpływu, znaczenia, siły – tej prawdziwej, nie tylko deklarowanej. Masz pozory. Mądrze brzmiące słowa. Półki pełne książek, a zeszyty mądrych cytatów i notatek. Ale Twoje życie wygląda dokładnie tak samo, jak trzy, pięć, dziesięć lata temu…
Dlaczego?
Bo stworzyłaś maskę! I pokochałaś ją tak bardzo, że nie zauważyłaś, jak bardzo blokuje twój potencjał i zabiera odwagę do działania.
To maska pozornej inteligencji. Maskująca niepewność. Maskująca ból. Maskująca fakt, że Ty – z całym tym terapeutycznym czy rozwojowym CV – tak naprawdę boisz się ruszyć z miejsca. Wolisz teorię od konfrontacji. Słowa od działania. Analizę od decyzji.
Brzmisz jak kobieta sukcesu. Ale Twoje życie i wyniki mówią coś zupełnie innego.
Masz studia. Może nawet kilka dyplomów. Ukończone podyplomówki, certyfikaty, szkolenia z rozwoju osobistego, coachingów, terapii, pracy z ciałem, neurobiologii, systemowych ustawień czy inteligencji emocjonalnej – pięknie. Ale co z tego! Co poza tym?
Masz piękne zdjęcia i profesjonalne rolki na Instagramie. Uśmiechasz się świadomie. Światło, mimika, przekaz – wszystko dopracowane. Wiesz, jak wyglądać „na osobę świadomą”. Jak mówić z pwenością siebie. Jak stać na scenie lub błyszczeć na Zoomie. I co z tego?!
Być może masz nawet wokół siebie ludzi. Asystentkę, fotografa, graficzkę, znajomych z branży, wspierające środowisko. Wszyscy Ci kibicują, dmuchają w skrzydła. Mówią, że jesteś „inspirująca”. Że masz potencjał. Że to kwestia czasu. I co z tego?!
Czas mija… A Ty nadal nie masz tego jednego – sukcesu, spełnienia i zadowolenia, że osiągnełaś cele, które chciałaś osiągnąć!
Nie tego instagramowego, nie lajków, nie zaproszeń na panele dyskusyjne. Tego prawdziwego – który czuć w ciele. Widać w wynikach. W decyzjach. W spokoju. W tym, że już nie musisz nikogo udawać, żeby czuć się wystarczająca, że wykorzystujesz swój potencjał.
Masz wszystko. I jednocześnie… nie masz nic. Bo w środku nadal jesteś tą samą dziewczyną, która nie wierzy, że może, że jej się uda… Więc wolisz błyszczeć, niż się odsłonić. Uciekać w myślenie, niż działanie. Zatrzymać się i przyznać – „to wszystko to ściema, za którą chowam lęk, stres, obawę przed porażką i ośmieszeniem, że czuję wewnętrznie, że jestem nikim szczególnym”…
Widzisz – wysoka samoocena bez psrawczości to tylko dekoracja! To żaden potencjał i sukces! To tylko mentalny makijaż, do wnętrza, które nadal się sypie.
Ale nie przyznasz tego – bo przecież już tyle zrobiłaś. Bo przecież masz „świadomość”. Bo „już nad tym pracowałaś”. Bo „nie chcesz wracać do przeszłości”. Bo „to nie Twoja wina, tylko ich, bo nie pomagają”. Bo wciąż potrafisz tak zgrabnie zrzucić odpowiedzialność. Mówiąc – „my się nie zrozumiałyśmy”, zamiast: „to ja jeszcze dużo nie wiem i boję się powiedzieć prawdę”.
Chodzisz na terapię, na trening mentalny, bo chcesz się rozwijać? – Tylko, że rozwój bez odpowiedzialności za swoje działania to teatr! I właśnie dlatego nie odniesiesz sukcesu. Nie dlatego, że nie możesz. Ale dlatego, że nie chcesz go naprawdę. Bo prawdziwy sukces wymaga pokory. I odwagi zobaczenia siebie bez filtra. Bez maski. Bez notatnika. Bez ochrony. Bez odchaczania kolejnej wizyty u psychoteraeuty, trenera mentalnego czy coacha!
Czytaj dalej, a pokażę Ci, jak sabotaż ukrywa się pod inteligencją. Jak łatwo udawać ambicjęi działanie. I jak boleśnie trudno spojrzeć w lustro prawdy o sobie. Nie po to, by Cię zawstydzić. Ale po to, by Cię obudzić.
TRENING MENTALNY, COACHING, TERAPIA… A ŻYCIE NADAL W MARTWYM PUNKCIE!
Wielu ludzi zaczyna swoją przygodę z rozwojem osobistym z nadzieją, że to właśnie „ten proces” coś za nich zrobi. Że wystarczy zapisać się na warsztaty, kupić konsultację, uczestniczyć w treningu mentalnym, czy terapii, by wszystko „samo się zadziało”. To bardzo powszechny błąd – w psychologii nazywamy to efektem złudnej zmiany (illusory change), czyli poczuciem, że coś się zmienia tylko dlatego, że rozmawiamy o tym, myślimy lub uczymy się na ten temat. To, że mówisz, ile to masz pracy, że jesteś bardzo zajęta czy jak bardzo jestś ambita – nie znaczy, że tak jest! I… najczęściej nie jest.
Mózg nie odróżnia intencji od akcji – dopóki nie wykonasz realnego ruchu, wszystko pozostaje tylko hipotezą. A więc:
Terapia nie działa, jeśli po niej robisz dokładnie to samo.
Mentoring nie przynosi efektów, jeśli nie podejmujesz decyzji.
Trening mentalny jest nieskuteczny, jeśli nadal szukasz potwierdzenia, a nie konfrontacji i jeśli unikasz działania!
Problem nie leży w narzędziach. Leży w braku relacji z nimi. W braku podjęcia praktyki. W braku szacunku do procesu, do autorytetu trenera i do dyscypliny.
Mówiąc o braku wyników, muszę wspomnieć także o zjawisku biernego oczekiwania. W psychologii nazywa się to czasem postawą wyuczonej bierności – mechanizmem, w którym człowiek wierzy, że jego wysiłek niczego nie zmieni, więc lepiej… poczekać. Poczekać na ofertę. Na propozycję. Na zewnętrzne „znaki”. Na „gotowość”.
Znasz to? „Jeszcze nie teraz, ale czuję, że coś się we mnie dzieje.” Lub – „Zapiszę się na ten warsztat, bo czuję, że to mnie otworzy i ktoś mnie zauważy.” Ale nic Cię nie otwiera i nikt Ciebie nie widzi. Bo nie podejmujesz działania „po”. Liczenie na coś, to jak czekanie na cud. Tyle że, życie to nie tylko wiara i duchowość – rozwój pasywny nie istnieje!
Czekasz, ąz coś do Ciebie przyjdzie to tak, jakbyś chciała nauczyć się grać na pianinie, ale spędzała miesiące na oglądaniu tutoriali. Przeglądasz fora i robisz notatki – a nigdy nie usiadłaś do instrumentu.
Wiesz, co to jest? To poznawcze unikanie – strategia obronna, która polega na angażowaniu się w myślenie, analizę i „uczenie się”, by tylko nie poczuć lęku i upokożenia związanego z działaniem. To nie rozwój. To kontrolowana stagnacja, podszyta rozwojowym językiem.
Kolejną kwestią jest brak szacunku do pracy i zaangażowania mntora czy trenera z którym pracujesz. Kiedy nie masz szacunku do pracy osób, z którymi współpracujesz nie korzystasz z ich doświadczenia. Nie pytasz. Nie wdrażasz. Nie praktykujesz. Nie doświadczasz. Nie otwierasz się naprawdę. Traktujesz ich jak usługodawców i „plasterek” na sytuację w której jesteś, a nie jak przewodników. Nie wchodzisz właściwie, z pokorą w relację uczeń-mistrz. A bez tej relacji nie ma procesu przemiany.
Zamiast działać, kombinujesz. Zamiast wdrażać, dyskutujesz. Zamiast ćwiczyć – czekasz, aż ktoś się domyśli, co z Tobą nie tak i „wyprowadzi” Cię z Twojego własnego życia.
To nie dojrzałość. To nie wolność. To mentalna niedojrzałość opakowana w wysoką samoocenę. Fałszywe przekonanie, że jesteś gotowa na więcej, choć nie przeszłaś jeszcze pierwszego etapu.
Wyobraź sobie kobietę, która codziennie publikuje zdjęcia w stroju balowym, zna na pamięć teorie tańca klasycznego, ogląda konkursy i umie perfekcyjnie nazwać każdy ruch baletnicy. Ale nigdy nie tańczyła.
Nigdy nie weszła na salę. Nigdy nie zgięła kolan, nie spociła się, nie przewróciła. To jesteś Ty – jeśli traktujesz rozwój jako pokaz, a nie praktykę. Bez potu, błędów, decyzji, wychodzenia z komfortu – nigdy nie wygrasz tego konkursu, bo tak naprawdę… w nim nawet nie startujesz. To analogia królowej balu bez sali treningowej!
TO NIE ŚWIAT CIĘ NIE WIDZI. TO TY NIE MASZ NIC CIEKAWEGO DO POKAZANIA!
Dostrzegam, że wiele kobiet, szczególnie młodych, funkcjonuje w iluzji, że świat nie dostrzega ich wartości. Często słyszę – „Nikt nie widzi mojego potencjału”, „Gdyby ktoś dał mi szansę…”, „Zasługuję na więcej, ale nikt tego nie docenia”, „Liczę, że zaraz coś się ruszy i otrzymam jakąś fajną propozycję”. Tyle że problemem nie jest brak uznania. Problemem jest brak realnych efektów.
To, że masz dyplomy, podyplomówki, zdjęcia z konferencji, rolki z cytatami na Instagramie, może nawet grupę wspierających Cię znajomych – nie oznacza, że coś realnie zbudowałaś. Zewnętrzne oznaki nie są dowodem kompetencji. Sukces to nie lajki, tylko konkretne, powtarzalne rezultaty Twojej pracy w danym kierunk!
W psychologii mówimy o efekcie złudnej kompetencji – osoby, które przyswoiły dużą ilość informacji, ale ich nie zastosowały w praktyce, przeceniają swoją wiedzę (Roediger & Karpicke, 2006). Podobnie działa efekt Dunninga-Krugera – osoby o niższych umiejętnościach nie zauważają własnych braków i przez to nie podejmują działań rozwojowych (Kruger & Dunning, 1999). Uważają, że są gotowe, podczas gdy ich zachowania temu przeczą.
Zamiast działać, wybierasz nadzieję – że ktoś zauważy, zaprosi, doceni. Ale sukces nie działa jak rekrutacja do szkoły baletowej – nie wystarczy ładnie wyglądać i być „obecną na sali”. Potrzebna jest praca – systematyczna, często niewidoczna, czasem niewdzięczna i wyczerpująca.
Idealną analogią jest tu właśnie moja ulubiona „królowa balu bez sali treningowej”. Ubrana, uczesana, gotowa do tańca – ale nigdy nie trenowała układów. Nie upadła, nie ćwiczyła techniki, nie poczuła bólu mięśni. Czeka przy wejściu, licząc na to, że zostanie wybrana. Że ktoś zaprosi ją do tańca i da jej scenę, na którą nie jest gotowa.
To nie jest przypadek – to mechanizm obronny. Psychologia nazywa to zewnętrznym umiejscowieniem kontroli (Rotter, 1966). Zamiast uznać, że brak efektów to wynik własnych działań (lub ich braku), łatwiej przypisać winę światu – systemowi, ludziom, „złemu rynkowi”, samopoczuciu, niegotowości, itp.
Ale świat nie jest złośliwy. On jest konkurencyjny. A w konkurencji wygrywają ci, którzy działają, nie ci, którzy wyglądają na gotowych.
Jeśli nie wychodzisz z inicjatywą, nie działasz odważnie, jeśli nie wdrażasz wiedzy w działanie – nie rozwijasz się! Jeśli nie jesteś gotowa przyjąć krytyki i bólu przegranej – nie zmienisz się. Jeśli nie budujesz wartości – nie masz nic do zaoferowania.
To nie świat Cię nie widzi. To Ty nie masz nic, co warte byłoby zauważenia. I dopóki tego nie zrozumiesz – dopóty będziesz tylko grała rolę „gotowej na sukces”. A nie jego autorką i reżyserką!
POZORY KONTRA PRAWDA – WEWNĘTRZNY KONFLIKT UDAJĄCYCH SUKCES
Wyobraź sobie kobietę, która z pozoru ma wszystko – piękne zdjęcia z podróży, liczne znajomości, dyplomy, kursy, przyjaciół i rodzinę, którzy dmuchają jej w skrzydła, sztab profesjonalistów i mentorów, gotowych pomóc. Na Instagramie zachwyca się idealnym życiem, pokazując się na ściankach, pozuje klasę i sukces. A jednak – realnych efektów brak. Dlaczego?
Psycholog Carl Gustav Jung mówił o „personie” – masce, którą ludzie zakładają, by funkcjonować w społeczeństwie. To fasada, za którą chowają swoje słabości, kompleksy, lęki i niedoskonałości. Problem pojawia się, gdy ta maska staje się ważniejsza, niż prawdziwe „ja”. Kobiety, które „są damami” na zewnątrz, często kryją w sobie ogromne poczucie niższości, niedowartościowania i brak pewności siebie. Ta rozbieżność między tym, co pokazują, a tym, co czują, to nie jest tylko problem indywidualny, to mechanizm psychologiczny.
W psychologii klinicznej nie ma terminu „kompleks damy”. To jednak popularna metafora w literaturze rozwojowej, opisująca kobietę, która pokazuje światu idealny obraz siebie, a wewnątrz walczy z poczuciem małej wartości, lękiem i wątpliwościami do tego, kim jest. To napięcie psychiczne może prowadzić do paraliżu działania i auto-sabotażu.
W badaniach nad samooceną i tożsamością (np. Baumeister, 1993; Kernis, 2003) udowodniono, że rozbieżność między idealnym obrazem siebie, a prawdziwym „ja” zwiększa ryzyko stresu, wypalenia i braku motywacji.
Nie mylmy tego z syndromem oszustki. Czyli stanem, gdy mimo osiągnięć ktoś czuje, że jest „fałszywy” i niezasłużenie został zauważony. Tu jest coś odwrotnego – mówimy o osobie, która udaje sukces, podczas gdy realnie czuje, że stoi w miejscu, albo się cofa. Ta „maskarada” może utrudniać przyznanie przed sobą prawdy i zaczęcie realnej pracy nad sobą.
Przegląd badań Granta (2014) wykazał, że wszelkiego rodzaju formy wzmocnienia i rozwoju jak np. coaching czy trening mentalny działają tylko wtedy, gdy klient naprawdę angażuje się w zmiany. Bierne uczestnictwo, „liczenie na cud” i oczekiwanie, że trener lub terapeuta zrobi pracę za nas, jest skazane na porażkę. Podobnie Neff (2011) pokazuje, że bez prawdziwej samoakceptacji nie da się przełamać lęków i poczucia niedoskonałości.
Kobiety z „kompleksem damy” mogą spędzać godziny na plotkach z koleżankami, na przeglądaniu Instagrama, uczęszczać na drogie kursy i sesje z mentorami, ale gdy przychodzi do codziennej, uczciwej pracy nad sobą – znikają. Wybierają wymówki, przekładają działanie na później, liczą na „pomoc z zewnątrz”. W ten sposób utrwalają wewnętrzny konflikt i stagnację.
NIE SŁUCHASZ TYLKO POTAKUJESZ. SABOTUJESZ, NIE DZIAŁASZ!
Powiedzmy to wprost - udajesz, że pracujesz nad sobą. Mówisz „tak, rozumiem”, „wiem, masz rację”, „tak, tak, to do mnie trafia”, „super, tak zrobię, działam” – a potem… nic. Ani jednej konkretnej zmiany. Ani jednej decyzji, która naprawdę boli. Ani jednego działania, które wymagałoby odwagi.
To nie rozwój. To teatr. Badania nad zachowaniem w zmianie, w terapii, treningu mentalnym czy coachingu jasno pokazują, że sam wgląd, samorefleksja i mówienie o problemie nie prowadzą automatycznie do zmiany. Psychologowie Prochaska i DiClemente w swoim modelu zmiany zachowań wyodrębnili etap kontemplacji – to wtedy, kiedy ktoś już „wszystko rozumie”, ale jeszcze nic nie robi. To właśnie tutaj zatrzymuje się wiele osób, zwłaszcza kobiet. Wiedzą, co powinny. Ale nie robią nic. Dlaczego? Bo działanie oznacza konfrontację z tym, że nie są tak „ogarnięte”, jak chciałyby wierzyć.
Wśród uczestniczek moich szkoleń czy pracy 1:1, często dostrzegam osoby z „mentalnością potakującej głowy” Myślę, że Ty też ją znasz. To ta, która na szkoleniu kiwa głową. Wysyła serduszka na live. Notuje każde zdanie trenera. Mówi – „To było mocne!”, ” Ooo ciekawe, tak zrobię!”. Ale kiedy przychodzi do wprowadzenia zmiany – unika. Tłumaczy, że „to nie ten moment”, „ma za dużo na głowie”, „musi to jeszcze przetrawić”.
Nie trzeba być dr psychiatrii czy mędrcem psychologii, żeby zobaczyć mechanizm – bierze udział w procesie rozwojowym po to, żeby nic się nie zmieniło. Robi wszystko, by wyglądać, jakby pracowała – ale tylko na powierzchni.
To sabotaż z lęku przed utratą narracji. Często to właśnie kobiety z wysoką samooceną, ale niskimi wynikami, wpadają w pułapkę potakiwania bez działania. Dlaczego? Bo zmiana zagraża ich dotychczasowej narracji o sobie – a ta narracja brzmi np.:
- „Jestem ambitna, ale mam pecha.”
- „Jestem pracocholiczką, ale już nie mogę wziąć więcej na barki.”
- „Mam potencjał, tylko świat jeszcze tego nie dostrzegł.”
- „Wiem, że zasługuję na więcej.”
Jeśli naprawdę zaczną działać i… nie wyjdzie – to upadnie nie tylko maska, ale cały obraz samej siebie. Dlatego bezpieczniej nie działać. I sabotować. Pros
To wyjaśnia też tzw. self-handicapping – strategię psychologiczną opisaną przez Bermana i Jonesa (1976), polegającą na tworzeniu sobie przeszkód, by mieć wytłumaczenie porażki. W dużym uproszeniu tłumacząc – „Nie zrobiłam, bo nie miałam czasu.” – a nie – „Nie zrobiłam i nie wyszło.”
Wg badań Nadlera i Laya (2009) dotyczących coachingu w korporacjach, największą różnicę między osobami efektywnymi, a biernymi robiło jedno – wdrażanie zaleceń. Nie rozumienie ich. Nie zgadzanie się z nimi. Ale ich realna implementacja – nawet wtedy, gdy były trudne, niewygodne, a czasem po prostu bolesne dla ego.
To znaczy – te osoby, które wdrażają, rosną i odnoszą sukcesy. Te, które tylko kiwają głową i wymyślają wymówki – tkwą w tym samym miejscu przez lata. Pomyśl o tym, bo jeśli się na tym łapiesz – to dobrze. To znaczy, że jeszcze nie jesteś stracona. Ale jeśli wciąż będziesz tylko rozumieć, a nie działać – to z całym szacunkiem – nie rozwijasz się. Oszukujesz siebie i świat.
KŁAMSTWA, KTÓRE SOBIE SERWUJESZ – OD „JESTEM GOTOWA” PO „TO NIE MOJA WINA”
Choć z pozoru wyglądasz jak kobieta sukcesu, w rzeczywistości tkwisz w miejscu. Masz za sobą studia, kursy, szkolenia, warsztaty, występy na ściankach, wywiady, piękne rolki na Instagramie, zdjęcia z wydarzeń branżowych, a może nawet wspierających ludzi (rodzina, zespół). Z zewnątrz – elegancja i kompetencja. W środku – pustka i chaos. Dlaczego? Bo zamiast wykonywania prawdziwej pracy – karmisz się narracją. Bo zamiast działania – schematyczne kłamstwa, które tylko wyglądają jak rozwój i działanie.
To nie kwestia braku inteligencji czy możliwości. To kwestia tego, że wiele osób w rozwoju i budowaniu kariery „podstawia nogę samej sobie”. Nieświadomie. Przez sposób, w jaki myślą. Przez narrację, którą sobie serwują. I przez mechanizmy, które psychologia zna od dekad.
Przykłady najczęściej występujących:
JESTEM GOTOWA – TO NAJGOŹNIEJSZA ILUZJA! – Deklaracja gotowości to jedno z najczęstszych wewnętrznych kłamstw. W rzeczywistości gotowość nie jest emocją, ale decyzją potwierdzoną działaniem. Osoby z wysokim poziomem sprawczości (Skinner, 1996) nie czekają na idealny moment. Nie ogłaszają „gotowości” – działają, nawet jeśli się boją. Działają! Tymczasem wiele osób tkwi w przekonaniu – „już zrobiłam tyle, wystarczy poczekać, a świat mnie zobaczy”. To nie gotowość. To pasywna nadzieja, ubrana w pozory odwagi i sprawstwa. Czekanie, aż ktoś przyjdzie z ofertą, propozycją, ratunkiem. Psychologia nazywa to „transferem odpowiedzialności” – to nie ja mam przejć do działania, to świat ma mnie rozpoznać. Uważaj, bo to może być bolesna lekcja!
” TO NIE MOJA WINA – MECHANIZM OBRONNY I EFEKT AKTORA-OBSERWATORA – Każdy doświadcza niepowodzeń i porażek. Ale nie każdy bierze za nie odpowiedzialność. Osoba, o której piszę, zamiast powiedzieć – „zrobiłam błąd”, mówi – „oni mnie nie zrozumieli”. To nie ja, to oni. To nie brak skuteczności, to zła atmosfera, zły klient, zły mentor, nie miałam wsparcia, itd. To nie ja, to oni! To klasyczny efekt aktora-obserwatora (Jones & Nisbett, 1971), gdzie porażki przypisujemy czynnikom zewnętrznym, a sukces sobie.
Problem? Brak refleksji oznacza brak wzrostu. Dopóki nie zobaczysz, co zrobiłaś nie tak – nie zrobisz tego lepiej. Świadomość błędu to nie porażka, to krok do mistrzostwa.
PRACUJĘ NA SOBĄ” – KONSUMPCJA WIEDZY I OBSERWACJA ZAMIAST IMPLEMENTACJI – Jedno z najczęstszych kłamstw w świecie rozwoju. Praca nad sobą brzmi dobrze, ale co to oznacza w praktyce? Czy masz plan? Działanie? Efekty? Jakie kroki, konkretnie jakie robisz, z jakim skutkiem? Wielu ludzi myli konsumpcję wiedzy z jej implementacją. Warsztaty, webinary, konta na Instagramie, podcasty. Ale bez decyzji, bez zmiany działania, to tylko iluzja postępu. Badania Steel’a (2007) nad prokrastynacją pokazują, że ludzie często wybierają aktywności pozornie produktywne, by uniknąć realnej konfrontacji z działaniem. Psychologia zna to jako „pułapkę produktywności”.
Dlaczego te narracje sa takie pociągające i ludzie kochają z nich korzystać? Ponieważ chronią przed lękiem i porażką. Przed wstydem. Przed konfrontacją z tym, że może nie jesteś jeszcze tam, gdzie chcesz być. Że może nie działasz. Że może wiesz mniej, niż myślisz. To mechanizmy obronne. Bronią one obrazu siebie jako kompetentnej, ambitnej, świadomej. Ale to tylko obraz. Rozwojowo bezużyteczny. w drodze do celu – po Twój upragniony suces – bezużyteczny!
Wewnętrzne kłamstwa to nie tylko psychologiczne zjawisko i wymówkoza. To realna przeszkoda na drodze do zmiany.
KIEDY PYCHA ZASTĘPUJE POKORĘ
W procesie rozwoju osobistego i zawodowego często zapominamy o jednej, kluczowej cesze, która decyduje o tym, czy nasze działania prowadzą do realnych efektów. To pokora. Zaskakujące, jak często pycha i fałszywe poczucie własnej wartości blokują drogę do prawdziwego sukcesu.
Pycha, rozumiana jako nadmierna pewność siebie, niezdolność do przyznania się do błędów i brak otwartości na krytykę, staje się często barierą, którą sami sobie stawiamy na drodze do wzrostu. W psychologii zjawisko to jest dobrze opisane m.in. w badaniach Carol Dweck, która wprowadziła rozróżnienie między „nastawieniem na rozwój” (growth mindset) a „nastawieniem stałym” (fixed mindset). Osoby z nastawieniem stałym często wykazują cechy przypominające pychę – boją się porażek, nie chcą przyznać się do błędów, co skutkuje brakiem rozwoju i stagnacją.
Natomiast, badania z zakresu psychologii społecznej pokazują, że pycha może prowadzić do zniekształcenia postrzegania rzeczywistości. Zjawisko to nazwano efektem nadmiernej pewności (overconfidence bias), gdzie osoby przeceniają swoje umiejętności i ignorują informacje, które przeczą ich samoocenie. Takie nastawienie prowadzi do braku krytycznej autorefleksji i podejmowania złych decyzji.
Z kolei pokora to umiejętność przyjęcia swojej niewiedzy, zaakceptowania błędów i otwartości na naukę. Badania nad pokorą (np. work Amy C. Edmondson nad psychologicznym bezpieczeństwem w zespołach) dowodzą, że osoby pokorne są bardziej otwarte na feedback, szybciej uczą się na błędach i osiągają lepsze wyniki. Pokora umożliwia podejmowanie ryzyka w sposób przemyślany, bez obawy przed utratą twarzy. to niezwykle cenna cecha we współpracy z trenerem czy mentorem.
Dlaczego pycha tak często dominuje? Bo daje złudne poczucie kontroli i siły. Pokazuje światu „idealny obraz”, który chroni przed wewnętrznym lękiem i kompleksami. To mechanizm obronny, który podświadomie chroni ego. Ale koszt tego jest wysoki – brak autentycznego rozwoju, zmiany i frustracja, gdy sukces nie przychodzi mimo wielkich deklaracji.
Osoby, które oczekują, że „świat je zauważy”, które uważają, że już mają bogate doświadczenie i grono wspierających ludzi, ale nie wchodzą w realne działania, często zatrzymują się właśnie na tej przeszkodzie. Pycha nie pozwala im przyznać – „Nie wiem, nie potrafię, potrzebuję pomocy”. Wolą kreować fasadę i bronić swojej „damy z lustrzanego pałacu” niż zmierzyć się z prawdą.
Zapamiętaj:
- pycha to nie tylko cecha charakteru, ale mechanizm psychologiczny blokujący rozwój i zmianę
- pokora jest kluczem do prawdziwego sukcesu i autentycznej zmiany, na lepsze
- świadomość tych mechanizmów i praca nad nimi jest fundamentalna dla każdego, kto chce przekuć wiedzę i doświadczenie w realne efekty
NIE BRAKUJE CI WIEDZY. BRAKUJE CI DECYZJI I DZIAŁANIA
Nie jesteś słaba. Nie jesteś „niewystarczająca”. Nie jesteś też nieświadoma. Jesteś dokładnie taka, jakiej wymaga rozwój osobisty w swojej „instagramowej” wersji – wygadana, oczytana, samoświadoma. Ale czy to wystarczy?
Psychologia mówi jasno – świadomość to tylko początek. Mechanizmy zmiany – zarówno poznawczo-behawioralne, jak i psychodynamiczne, opierają się nie na tym, co wiesz, ale na tym, co robisz. I jak radzisz sobie z wyzwaniami między tym, co deklarujesz, a tym, czego naprawdę unikasz.
Możesz znać wszystkie etapy zmiany. Możesz rozumieć dynamikę oporu, strategii obronnych, autosabotażu. Ale dopóki nie zdecydujesz się działać – to tylko wiedza. A wiedza, której nie wykorzystujesz, działa przeciwko Tobie – uspokaja sumienie, ale nie rozwija, nie buduje i nie przynosi sukcesu.
To właśnie dlatego osoby, które „wydają się” najbardziej gotowe, często nie podejmują kluczowych decyzji. Przesuwają granice działania. Racjonalizują bierność. Udają przed sobą, że „to jeszcze nie czas”. A prawda jest taka – czas nie nadejdzie. To Ty musisz go stworzyć.
W rozwoju mentalnym mówimy o tzw. punkcie przełomowym – to moment, gdy klient przestaje przychodzić po wiedzę i zrozumienie, a zaczyna pewnie przychodzić po zmianę. Ten moment nie przychodzi sam. On jest wyborem. Świadomym, bolesnym, niewygodnym. To klient decyduje – tak, chcę tej zmiany! Chcę się zmienić!
Być może jesteś właśnie na granicy między „wiem”, a „działam”. To nie jest miejsce komfortowe. Ale jest konieczne. Nie chodzi o to, żebyś działała idealnie. Chodzi o to, żebyś przestała siebie oszukiwać.
Carl Rogers powiedział – „Paradoksalnie dopiero kiedy akceptuję siebie takim, jakim jestem – mogę się zmienić.” Zaakcepuj to, kim teraz jesteś – Nie musisz być „bardziej gotowa”, „bardziej pewna”, „bardziej zaawansowana”. Wystarczy, że jesteś gotowa przestać uciekać. Przestać racjonalizować. Przestać robić pozory. Wystarczy, że chcesz się zmienić i zaczniesz naprawdę coś robic w tym kierunku. Bo to, co Cię naprawdę dzieli od sukcesu, to nie brak zasobów, tylko nadmiar narracji, która odwraca Cię od działania.
Literatura i źródła:
- Prochaska, J. O., & DiClemente, C. C. (1992). Stages of Change Model – Journal of Consulting and Clinical Psychology.
- Rogers, C. R. (1961). On Becoming a Person.
- Linehan, M. M. (1993). Cognitive-Behavioral Treatment of Borderline Personality Disorder.
- Meichenbaum, D. (2007). Knowing vs. Doing: Why Behavior Change Is So Hard.
WSPÓŁPRACA
Potrzebujesz profesjonalnego wsparcia w zakresie rozwoju mentalnego, osobistego czy umiejętności liderskich? Myślisz o zmianie, a nie wiesz jak i od czego zacząć? Stoisz w miejscu i boisz się zrobić kolejny? A może po prostu chcesz w końcu zacząć robić to, co od lat pozostaje tylko w sferze Twoich marzeń? Chcesz osiągać niezwykłe cele? Nie czekaj – weź życie w swoje ręce!
Zapraszam do współpracy!
Pracuję w biznesie, sporcie, modelingu, z ludźmi mediów, estrady… i nie tylko. Jestem Certyfikowaną Trenerką Mentalną, Licencjonowaną Konsultantką i Trenerką Odporności Psychicznej, Trenerką Biznesu w zakresie Kompetencji Liderskich i Społecznych, Specjalistą Psychologii Sportu i Mistrzostwa. Mentorką umiejętności ludzkich – osobą, która towarzyszy innym w głębokiej zmianie osobistej i zawodowej.
Specjalizuję się w rozwoju umiejętności społecznych (miękkich) i psychologii mistrzostwa. Maksymalizuję potencjał, oswajam wewnętrznych sabotażystów i pomagam osiągać niezwykłe cele, ambitnym ludziom.
Napisz do mnie!
Ⓜ️ hello@magdalenazapadka.com
🌐 www.magdalenazapadka.com
MENTAL PRO • Magdalena Zapadka • Trener Mentalny • Trening Mentalny • Trener Biznesu People Skills • Performance Power Skills Mentor • Rozwój Osobisty • Odporność Psychiczna • Wewnętrzna Siła • Emocje • Stres • Presja • Psychologia Sportu i Biznesu • FRIS • Przywództwo • Zarządzanie Talentami • Budowanie Zespołu • Sukces • Psychologia Mistrzostwa • Potencjał • Komunikacja • Mindset • MTQ Family Group – MTQ48 MTQ48 PLUS MTQ48 SPORT • Nawyki




