Co znajdziesz w artykule?
Uśmiech na scenie. Gratulacje na LinkedIn. Brawa i medale na stadionie. Z zewnątrz wygląda jak sukces. Ale za kulisami… milczenie, niezrozumienie, wstyd i coraz większy lęk. Ona znów wraca do zespołu, gdzie nikt szczerze nie gratuluje, gdzie nie mówi „dziękuję”. On znów bierze udział w projekcie, choć wie, że lider go upokorzy i wszelkie sukcesy przypisze sobie. Kolejna współpraca, kolejny raz z tym samym klientem, który przekracza granice, bo może tym razem się opłaci…
Dzieje się to w świecie biznesu, sportu, mody czy show-biznesie. W korporacjach, agencjach, zespołach kreatywnych. Tam, gdzie sukces miesza się z manipulacją. Gdzie przemoc przykrywa się efektywnością, a uznanie, przywilejem wybranych.
Dlaczego tak wiele osób trwa w toksycznych środowiskach, zamiast je opuszczać? Co sprawia, że pomimo emocjonalnego bólu, wielu negatywnych uczuć i osobistego cierpienia o podłożu psychologicznym, ludzie wracają do toksycznych współprac i ludzi, którzy nimi gardzą, z nadzieją, że kiedyś ich zauważą? Czy to już uzależnienie emocjonalne, czy jeszcze lojalność?
Poznaj toksyczne zachowania i mechanizmy, które niszczą od środka, nawet w najpiękniejszych biurach i scenicznych dekoracjach.
TRAUMA BONDING… KIEDY LOJALNOŚĆ STAJE SIĘ WIĘZIENIEM
Termin „trauma bonding” został wprowadzony przez dr. Patricka Carnesa (1997) w kontekście relacji ofiar przemocy z ich oprawcami. Opisywał on destrukcyjne więzi, które powstają w wyniku powtarzającego się cyklu krzywdzenia i intermittent reward, czyli chwilowej ulgi, akceptacji lub nagrody. Choć pierwotnie odnosił się do relacji w rodzinach dysfunkcyjnych czy związkach przemocowych, dziś psychologia stosuje ten termin także do środowisk pracy, sportu, show-biznesu i edukacji.
Trauma bonding to psychiczne uzależnienie emocjonalne, czyli traumatyczna więź, która powstaje między osobą, a kimś, kto ją rani… Ale nie rani cały czas. Czasem daje też coś dobrego. I właśnie ta mieszanka bólu z chwilami „nagrody” sprawia, że człowiek się przywiązuje, nawet jeśli cierpi. To mechanizm znany z toksycznych relacji osobistych, ale dokładnie tak samo działa w pracy, w biznesie czy sporcie.
Wyobraź sobie osobę, która ma szefa, trenera, mentora albo lidera, który ją regularnie krytykuje, poniża, ignoruje. A potem raz na jakiś czas daje jej uwagę, pochwałę albo dopuszcza do prestiżowego projektu. I ta osoba czuje się wtedy zauważona, potrzebna, doceniona… i myśli „Może jednak warto było wytrzymać”, „Może teraz będzie lepiej”. Ale nigdy nie jest. Znowu wraca przemoc, stres, upokorzenie. I tak w kółko.
Dlaczego taka osoba nie odchodzi? Bo jest już emocjonalnie uzależniona. Bo ten jeden moment „nagrody” daje jej złudzenie sensu i nadziei. Bo nie wie, co by było, gdyby odeszła. Bo czuje, że może to wszystko jej wina. To właśnie trauma bonding i tak, występuje w pracy. W biznesie. W sporcie. W projektach kreatywnych. W każdej sytuacji, gdzie ktoś ma nad Tobą władzę i ją nadużywa, ale nie w sposób ciągły, tylko mieszając kontrolę z „dobrym słowem”.
Więc tak, możemy o tym mówić w kontekście zawodowym. Bo wiele osób, które wydają się „ambitne”, „lojalne”, „zmotywowane”, w rzeczywistości są po prostu uwięzione w toksycznym systemie emocjonalnym, który trudno im nazwać i jeszcze trudniej opuścić.
MECHANIZMY DZIAŁANIA
1️⃣ Przemoc przeplatana z nagrodą
Najważniejszym mechanizmem trauma bondingu jest nieregularne wzmocnienie pozytywne (intermittent reinforcement). Ofiara nie wie, kiedy otrzyma uznanie, uwagę czy wsparcie, ale te rzadkie „nagrody” są na tyle silne emocjonalnie, że trzymają ją w relacji.
Ten mechanizm opisano już w klasycznych eksperymentach Skinnera na zwierzętach – gołębie karmione losowo uczyły się kompulsywnych reakcji szybciej i silniej niż te karmione regularnie. Ludzie działają podobnie, szczególnie w środowiskach, gdzie sukces i uznanie są deficytowe. Dostrzegam to w biznesie, szczególnie w relacjach pracownik-przełożony, w sporcie czy show-biznesie.
2️⃣ Neurobiologiczne uwarunkowania
Stres przewlekły, jaki towarzyszy relacjom traumatycznym, prowadzi do zaburzeń w działaniu układu limbicznego:
• wzrasta poziom kortyzolu, hormon stresu
• następuje rozregulowanie wydzielania dopaminy, odpowiedzialnej za nagrodę
• rozwija się hiperczujność (ang. hypervigilance), czyli ciągłe oczekiwanie na „atak” lub „nagrodę”
Psychika nie odróżnia wtedy „miłości”, „uznania” od uzależnienia, ponieważ oba procesy angażują te same struktury mózgu – układ nagrody.
Mechanizmy tego toksycznego działania dostrzegamy także tam, gdzie pozornie chodzi o rozwój, sukces i współpracę. Praca, sport, projekty kreatywne, media i wielkie sceny – to środowiska, w których trauma bonding może przybrać, i oczywiście przybiera bardzo subtelną, ale niezwykle wyniszczającą formę.
Jak to wygląda? Na zewnątrz wszystko się zgadza, jest prestiż, kolorowe suknie, blicht. Są wielkie projekty, gale i jest „szansa”. Ale za kulisami jest kontrola, manipulacja, emocjonalne nadużycia. Krytyka, przemilczenia, ignorowanie granic. I tylko od czasu do czasu, jakaś nagroda. Pochwała. Zaproszenie do ważnego projektu. Pojawia się myśl – „Widzisz, jednak Cię cenią”. To wystarcza, żeby znów się zaangażować, znów dać z siebie wszystko. Z nadzieją, że tym razem będzie inaczej. Ale nie będzie.
Ofiara tego systemu nie widzi go od razu. Bo nie ma siniaków. Bo nikt nie krzyczy. Bo przecież „wszyscy tak mają”. Z czasem jednak pojawia się wyczerpanie. Praca przestaje cieszyć, a zaczyna ranić. Nie da się odejść, bo lojalność wobec oprawcy przeszła w emocjonalne uzależnienie. Bo pojawia się wewnętrzny głos – „Może to ja jestem problemem”, „Może zasłużyłam”, „Może za mało sie staram”, „Jeśli się nie zgodzę, to wezmą kogoś innego”.
W sporcie wygląda to podobnie – trener upokarza, ale potem podaje rękę i mówi „To dla Twojego dobra”, „Pamiętaj, musisz być twardy!”. I zawodnik nie odchodzi, nie szuka innego miejsca, bo sukces wydaje się zależeć od tej jednej osoby. Bo cały system został tak skonstruowany, by lojalność stała wyżej, niż zdrowie psychiczne i prawdziwy sukces tego zawodnika.
W świecie show-biznesu i modelingu trauma bonding przyjmuje wyjątkowo perfidną formę. Młoda dziewczyna, często dopiero zaczynająca swoją drogę, słyszy „Robię to dla twojego dobra. Tylko ja potrafię pokazać Cię w dobrym świetle.Kim byłaś, zanim do mnie trafiłaś! Nikt się tak nie stara. Siedzę w tym od lat i tylko ja będę mogła Cię obronić.” Brzmi jak troska, ale to manipulacja oparta na lęku i kontroli. Bo przed czym ta obrona? Przed prawdą? Przed innymi ludźmi? Przed samodzielnością i niezalerznością tej młodej osoby?
Taki „opiekun” czy „manager” nie wspiera – perfidnie uzależnia! Utrzymuje swoją pozycję, budując relację opartą na dominacji i emocjonalnym szantażu. Zamiast uczyć samodzielności i odpowiedzialności, wzmacnia mechanizmy podporządkowania. Młoda osoba zaczyna wierzyć, że nie poradzi sobie bez tej jednej osoby. Że wszystko jej zawdzęcza. Że tylko „on” lub „ona” może ją poprowadzić i dać dobre zlecenia. I tym samym taka nieświadoma „uwikłąna” osoba, traci głos, autonomię, a często też godność.
Taka współpraca i zależność to nie opieka, to system emocjonalnej kontroli! A im wcześniej się to zrozumie, tym większa szansa na wyjście z tej pułapki. Bo prawdziwa pomoc to nie uzależnianie, to wspieranie w odzyskaniu siły i niezależności.
GASLIGHTING… I ZACZYNASZ WĄTPIĆ W SIEBIE
Gaslighting to forma przemocy psychicznej, która nie zostawia siniaków, zostawia wątpliwość. Ofiara zaczyna kwestionować własną pamięć, emocje, percepcję. Słyszy, że przesadza. Że źle zapamiętała. Że robi z igły widły. Że jest zbyt emocjonalna. A jeśli na moment uwierzy w swoją wersję wydarzeń, usłyszy, że jest niestabilna. Niezrównoważona. „Wszyscy tak mają, tylko ty się czepiasz.”
Ten mechanizm bywa wyjątkowo skuteczny w miejscach, gdzie panuje hierarchia, w pracy, na uczelni, w sporcie, w środowiskach twórczych. Osoba mająca władzę podważa rzeczywistość drugiego człowieka, najczęściej pod płaszczykiem troski, doświadczenia lub rzekomej obiektywności. „Uwierz mi, ja wiem lepiej. Przecież Cię lubię. Przecież chcę Ci pomóc. Robię to tylko dla Twojego dobra”
Modelka, która mówi, że ktoś ją upokorzył, słyszy „Nie przesadzaj, przecież on tak traktuje wszystkich.” Pracownik, który zauważa nadużycia, słyszy „To Twój odbiór. Może miałeś zły dzień.” Zawodnik, który nie chce trenować w upokorzeniach, słyszy „Nie wytrzymujesz presji, może nie jesteś gotowy, albo po prostu za słaby.”
Gaslighting nie działa od razu. To proces. Długotrwały, konsekwentny, czasem niemal niezauważalny. I dlatego tak groźny. Bo w pewnym momencie ofiara nie tylko zaczyna wątpić w to, co czuje, ale wręcz zaczyna się siebie bać. Traci zaufanie do własnej intuicji, do wspomnień, do reakcji.
Z czasem zaczyna potrzebować oprawcy, by dowiedzieć się, „jak naprawdę było”. Pyta, czy dobrze zrozumiała, czy zareagowała przesadnie, czy przypadkiem nie wyolbrzymia. To moment, w którym gaslighting osiąga pełnię swojej siły, ofiara staje się emocjonalnie zależna od sprawcy manipulacji.
Ten mechanizm jest niebezpieczny nie tylko dlatego, że niszczy poczucie rzeczywistości, ale dlatego, że odbiera człowiekowi głos. Sprawia, że nawet jeśli krzyczy, nikt już mu nie wierzy, nawet on sam.
Gaslighting to przemoc. Przemoc intelektualna i emocjonalna. Trudna do uchwycenia, bo ubrana w kurtuazję, władczość, charyzmę. Ale każda próba zgaszenia Twojego światła, jest gaszeniem Ciebie. I nikt nie ma do tego prawa.
KULT LOJALNOŚCI I SIOTRZEŃSTWA, KTÓRY WIĘZI
W świecie zawodowym – biznesowym, artystycznym czy sportowym, lojalność bywa przedstawiana jako wartość nadrzędna. „Witaj w rodzinie…”, „Jesteśmy jak siostry, bracia…”, „Nie wystawia się swoich”, „Kto raz odchodzi i nas nie wspiera, nie wraca”… To zdania, które często brzmią szlachetnie, ale bywają wykorzystywane do budowania zależności, a nie współpracy. Szczególnie w toksycznych środowiskach lojalność jest mylona z uległością, a niezależność, z nielojalnością.
Ludzie zostają w miejscach, które ich niszczą, bo nie chcą „zdradzić swoje siostry”, „osłabić swój zespół”. Czują się odpowiedzialni za innych, za wynik, za sukces kogoś, kto ich wykorzystuje. Toksyczne osoby świetnie to wyczuwają i grają na emocjach. W pięknych osłowach i delikatnych gestach perfidnie manipulują, szantażują emocjonalnie, przypominają o wszystkim, co „im zawdzięczasz”, choć tak naprawdę dały bardzo niewiele.
W modelingu czy mediach, młoda kobieta słyszy „Nie byłoby Cię tutaj, gdyby nie my. Pamiętaj, komu to zawdzięczasz”, „Kim byłaś zanim pokazaliśmy Cię światu!” W pracy „Bez nas nie poradzisz sobie na rynku.” W sporcie „Tylko tu możesz coś osiągnąć. Inni Cię nie wezmą.”
Taki kult lojalności prowadzi do wewnętrznego konfliktu. Z jednej strony chcesz się wyrwać, z drugiej, boisz się, że to będzie oznaczać zdradę… i co najgorsze – że to, co Ci mówią, jest prawdą! Poczucie winy zostaje zaszczepione przez lata. Czujesz się zobowiązana, nawet jeśli płacisz za to zdrowiem psychicznym i poszarganym życiem osobistym.
W rzeczywistości lojalność ma wartość tylko wtedy, gdy jest dobrowolna i oparta na wzajemności. W każdej relacji, również zawodowej, masz prawo odejść, jeśli czujesz się wykorzystywany. Masz prawo postawić granicę, jeśli ktoś przekracza Twoje wartości. Masz prawo wybierać siebie, a nie lojalność wobec systemu, który cię niszczy.
Prawdziwy profesjonalizm i zdrowa relacja, nie polegają na bezkrytycznej wierności i udawadnianiu sobie, że mimo wszystko, dam radę. Polega na odwadze, by nie brać udziału w czymś, co krzywdzi. Nawet jeśli wszyscy milczą, masz prawo mówić lub odejść.
WYUCZONA BEZRADNOŚĆ I RACJONALIZACJA PRZEMOCY
Wyuczona bezradność (learned helplessness) to termin wprowadzony przez amerykańskiego psychologa Martina Seligmana w latach 60. XX wieku. Jego badania pokazały, że jeśli jednostka wielokrotnie doświadcza sytuacji, w których nie ma wpływu na negatywne bodźce, to w końcu przestaje próbować reagować. Nawet gdy odzyska możliwość zmiany swojego położenia. Uczy się, że „nic nie ma sensu”. Przenosząc to na grunt relacji zawodowych – człowiek przestaje walczyć o godność, lepsze warunki czy szacunek, bo każde wcześniejsze działanie kończyło się fiaskiem, karą, zignorowaniem lub zawstydzeniem.
W środowiskach pracy, biznesu, show-biznesu czy sportu, ten mechanizm rozwija się często powoli. Pracownik, zawodnik, modelka lub artysta początkowo podejmuje próby obrony, zgłasza swoje potrzeby, wyznacza granice, mówi o złym traktowaniu. Ale jeśli reakcją jest obojętność, zbagatelizowanie albo, co gorsza, ukryta kara (np. utrata projektów, odcięcie od możliwości, wykluczenie) to z czasem uczy się jednego, że lepiej milczeć. Lepiej nie reagować. Lepiej się dostosować.
To właśnie wyuczona bezradność. Nie chodzi o słabość, lecz o psychologicznie uwarunkowany brak wiary, że można coś zmienić. I co ważne, ta bezradność nie zawsze wygląda pasywnie. Osoba może pozornie działać, uczestniczyć, uśmiechać się, ale wewnętrznie już się poddała. Często sama racjonalizuje toksyczną sytuację:
• „taki jest świat”
• „każdy musi przejść swoje”
• „może to ja nie jestem wystarczająca”
• „skoro mnie nie doceniają, to znaczy, że jestem beznadziejna.”
W sporcie zawodnik tłumaczy przemoc słowami „mój trener po prostu wymaga”, a w pracy „mój szef wie, co robi, może ja przesadzam”. W świecie artystycznym czy modowym często słychać „To część gry”, „Trzeba mieć twardą skórę”. Tymczasem nie chodzi o grę, tylko o przemoc.
Wyuczona bezradność prowadzi do głębokiego uzależnienia od zewnętrznych ocen i decyzji. Osoba nie podejmuje już żadnych kroków w kierunku zmiany, bo nie wierzy, że ma sprawczość. To prowadzi do apatii, wypalenia zawodowego, depresji, zaburzeń lękowych. I co ważne, utrwala toksyczny system, bo osoby, które mogłyby coś zmienić, są psychicznie spacyfikowane.
To nie lojalność. To nie pokora. To efekt systematycznego wyuczania, że „nie warto walczyć”. A im dłużej ten stan trwa, tym trudniej go przerwać, bo przestajesz ufać nawet sobie.
Rozpoznanie tego mechanizmu to pierwszy krok do wyjścia. Bo jeśli zrozumiesz, że to nie Twoja wina, tylko skutek warunkowania, któremu zostałaś poddana, możesz zacząć budować nową narrację. Taką, w której masz prawo stawiać granice. I prawo odejść. Masz prawo do awansów i sukcesu w zdrowym i naprawdę wspierającym środowisku!
RACJONALIZACJA PRZEMOCY, CZYLI JAK MÓZG TŁUMACZY OPRAWCĘ?
W wielu sytuacjach zawodowych i społecznych osoba doświadczająca przemocy psychicznej nie tylko nie przerywa relacji, ale wręcz broni swojego oprawcy. Ten paradoks można wytłumaczyć zarówno z punktu widzenia psychologii poznawczej, jak i neurobiologii stresu. Kluczowe jest zrozumienie, że przemoc psychiczna, manipulacja czy systemowa dominacja nie działają w próżni. Zmieniają sposób, w jaki funkcjonuje mózg, w jaki przetwarzane są emocje i jak tworzone są narracje wokół przemocy.
W sytuacjach długotrwałego stresu, napięcia czy lęku, jak pokazują badania m.in. Bruce’a D. Perry’ego czy Stephen Porges, kora przedczołowa, odpowiedzialna za racjonalne myślenie i ocenę sytuacji, zostaje wyciszona. Dominację przejmują obszary mózgu odpowiedzialne za przetrwanie, czyli układ limbiczny, ciało migdałowate i pień mózgu. Człowiek zaczyna reagować nie analitycznie, lecz emocjonalnie i automatycznie, najczęściej według schematów – walcz, uciekaj, zamróź się albo… podporządkuj.
To właśnie ten ostatni mechanizm, nazwany przez Kristin Neff i Jennifer Freyd „fawning” jest najbardziej widoczny w toksycznych relacjach zawodowych. Osoba doświadczająca przemocy, może zacząć aktywnie starać się o względy oprawcy, unikać konfliktów, usprawiedliwiać agresję, a nawet… szukać w niej sensu. To nie jest świadoma decyzja! To adaptacyjna reakcja układu nerwowego, który wybiera pozornie najbezpieczniejszą opcję w sytuacji zagrożenia – uległość zamiast walki.
Psychologia poznawcza dostarcza jeszcze jednego narzędzia wyjaśniającego ten proces, zwanego dysonansem poznawczym. Zgodnie z koncepcją Leona Festingera, jeśli osoba doświadcza przemocy ze strony kogoś, od kogo zależy jej kariera, bezpieczeństwo lub tożsamość, np. trener, szef, manager projektu, to naturalną reakcją będzie próba pogodzenia tej sprzeczności. Nie mogąc pogodzić obrazu oprawcy z własnym cierpieniem, mózg często wybiera interpretację „on/ona ma powód”, „robi to dla mojego dobra”, „to tylko chwilowe”, „na pewno nie chce mnie zranić”. To forma psychicznego mechanizmu obronnego, która ma za zadanie zminimalizować wewnętrzny konflikt.
W kulturze pracy, sportu, mediów czy show-biznesu racjonalizacja przemocy często przybiera formę profesjonalnej lojalności. Toksyczne relacje są usprawiedliwiane wymaganiami branży, „twardymi realiami”, koniecznością „wyrobienia się w środowisku”. Badania nad strukturą dominacji w środowiskach hierarchicznych, jak pokazują m.in. analizy Amy Edmondson i Timothy’ego R. Clarka, wskazują, że ludzie funkcjonujący w niebezpiecznych strukturach uczą się tłumaczyć przemoc, by utrzymać swoją pozycję i zminimalizować ryzyko wykluczenia.
Racjonalizacja przemocy staje się więc nie tylko mechanizmem psychicznym, ale częścią normy kulturowej. Osoby doświadczające nadużyć przestają ufać swojej intuicji, a ich system poznawczy dostosowuje się do fałszywego założenia, że przemoc jest dopuszczalna, a nawet konieczna.
Tragiczny aspekt tego mechanizmu polega na tym, że często to osoby najbardziej wrażliwe, empatyczne i skłonne do refleksji są najbardziej podatne na ten rodzaj wewnętrznej narracji. Zamiast dostrzec, że są ofiarami przemocy, zaczynają siebie obwiniać za sytuację, tłumaczyć sprawcę, usprawiedliwiać system. Z czasem tracą nie tylko zdolność oceny sytuacji, ale też poczucie tożsamości i zaufanie do własnych emocji.
Racjonalizacja przemocy to nie oznaka głupoty czy słabości, to wynik złożonych, udokumentowanych mechanizmów neuropsychologicznych, które mają chronić ludzi przed rozpadem psychicznym w sytuacji przeciążenia. Niestety, ta forma ochrony często zamienia się w pułapkę. Dopiero uświadomienie sobie, że mechanizm ten istnieje, i że nie jesteśmy w nim sami, może być pierwszym krokiem do odzyskania kontroli nad własną historią.
PUŁAPKI MYŚLENIA – JAK BRONIMY TYCH, KTÓRZY NAS KRZYWDZĄ
Jednym z najbardziej zaskakujących i jednocześnie bolesnych aspektów toksycznych relacji jest mechanizm, dzięki któremu ofiary nie tylko akceptują przemoc, ale wręcz ją bronią. Psychologia wskazuje na kilka kluczowych pułapek myślenia, które sprawiają, że osoba cierpiąca zaczyna uważać, iż to ona sama jest problemem, a sprawca, mimo krzywd, zasługuje na ochronę.
Pierwszą i najpowszechniejszą pułapką jest myślenie „to ja jestem problemem”. Badania wskazują, że osoby doświadczające długotrwałej przemocy często internalizują winę. W efekcie rozwijają przekonanie, że gdyby były „lepsze”, „mądrzejsze” czy „bardziej wytrzymałe”, sytuacja się poprawiłaby. To zjawisko potwierdzają badania psychologiczne, m.in. prace Lernera dotyczące „sprawiedliwego świata”, the just-world hypothesis, gdzie człowiek podświadomie wierzy, że zło nie dzieje się bez powodu, więc musi być ich wina.
Kolejną pułapką jest efekt „dobrego momentu” i nadzieja „może się zmieni”. Nawet w najbardziej toksycznych środowiskach zdarzają się chwile względnej normalności lub drobne gesty „dobroci” ze strony oprawcy. Neurobiologia tłumaczy to jako krótkie uwolnienie dopaminy, która działa jak „nagroda” i wzmacnia uzależniające wzorce. To sprawia, że ofiara tworzy mentalny obraz, w którym perspektywa zmiany staje się realna. Badania pokazują, że ta nadzieja utrzymuje ludzi w relacjach, które w rzeczywistości ich ranią, nawet jeśli te „dobre momenty” są rzadkie i niestabilne.
Trzecią pułapką jest znormalizowanie bólu jako „części kariery”. W wielu branżach, a szczególnie w show-biznesie, sporcie czy korporacjach o wysokim poziomie rywalizacji, przemoc psychiczna i presja są wręcz wpisane w kulturę pracy. Badania socjologiczne i psychologiczne dokumentują, jak młodzi ludzie uczą się akceptować cierpienie jako coś nieuniknionego, przekonanie, że „bez bólu nie ma sukcesu” staje się motywem przewodnim. Ten kulturowy mit często hamuje reakcję na przemoc, utrwalając mechanizmy wyuczonej bezradności.
Wszystkie te pułapki działają synergicznie, wzmacniając więzi z oprawcą i utrudniając zmianę sytuacji. Rozumienie ich jest niezwykle ważne, by móc przerwać cykl toksyczności, może poszukać pomocy specjalisty, lecz przede wszystkim, zacząć budować zdrowe i profesjonalne relacje.
ZABURZONA SAMOOCENA I GŁÓD AKCEPTACJI
W środowiskach toksycznych, zaburzona samoocena jest jedną z fundamentalnych konsekwencji długotrwałego funkcjonowania pod presją i w relacjach przemocowych. Uznanie oprawcy, choć często nieliczne i ulotne, zaczyna działać jak silny narkotyk, wywołuje głód, który trudno zaspokoić, a brak tego wsparcia prowadzi do pogłębiającego się poczucia pustki i bezwartościowości.
Współczesne badania neuropsychologiczne wskazują, że pozytywne bodźce społeczne, takie jak pochwały, uznanie, akceptacja, stymulują wydzielanie dopaminy i oksytocyny, co odpowiada za budowanie więzi społecznych i poczucia bezpieczeństwa. W relacji z oprawcą, którego zachowania są ambiwalentne i nieprzewidywalne, mózg zaczyna „przebudowywać” swoje oczekiwania, przypisując nagradzające momenty nadmierne znaczenie. To prowadzi do uzależnienia emocjonalnego, uznanie staje się celem samym w sobie, nawet jeśli jego cena jest wysoka.
Środowisko pracy, które promuje surowość, rywalizację i nieustanną presję, może dodatkowo zaburzać naturalne mechanizmy budowania zdrowej samooceny. Pracownicy czy zawodnicy sportowi uczą się wartościować siebie poprzez pryzmat ocen innych, zwłaszcza tych osób, które sprawują nad nimi kontrolę. Taka zależność tworzy błędne koło – brak uznania ze strony oprawcy potęguje poczucie nieadekwatności, a to z kolei zwiększa podatność na manipulację i dalsze znęcanie się.
Utrata kontaktu z własnymi emocjami jest kolejnym, istotnym skutkiem tego procesu. W sytuacji ciągłego zagrożenia i niepewności, mózg zaczyna tłumić sygnały emocjonalne, by zmniejszyć dyskomfort. Badania z zakresu traumatyzmu wskazują, że osoby funkcjonujące w toksycznych relacjach często doświadczają alexithymii – trudności w rozpoznawaniu i nazywaniu swoich uczuć. To powoduje, że nie potrafią efektywnie zarządzać emocjami, a także wyrażać swoich potrzeb czy stawiać granic. Brak tej świadomości emocjonalnej utrudnia podjęcie decyzji o odejściu lub poszukiwaniu pomocy.
Podsumowując, zaburzona samoocena i głód akceptacji w toksycznych środowiskach to efekt mechanizmów neurobiologicznych i psychologicznych, które można przełamać jedynie poprzez uświadomienie sobie tych procesów, pomoc specjalisty w zakresie wzmocnienia mentalnego czy odpowiednią terapię oraz wsparcie środowiskowe oparte na zrozumieniu i zdrowej współpracy.
A, MOŻE TO SYNDROM SZTOKHOLMSKI?
W codziennych rozmowach o toksycznych relacjach i emocjonalnym zniewoleniu, nawet moich, często pojawia się termin „syndrom sztokholmski”. I w potocznych, luźnych rozmowach ok, możemy tego porównania używać, ale… Warto jednak jasno rozróżnić, czym jest klasyczny syndrom sztokholmski, a czym trauma bonding, oraz dlaczego to drugie pojęcie lepiej opisuje to, co dzieje się w długotrwałych, zawodowych czy sportowych toksycznych relacjach.
Syndrom sztokholmski to psychologiczny mechanizm obronny pojawiający się w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia, jak np. podczas porwania czy przetrzymywania zakładników. Osoba więziona zaczyna odczuwać pozytywne emocje wobec oprawcy, często jako sposób na przetrwanie, przez co identyfikuje się z nim i jego potrzebami. To reakcja na skrajny stres, silnie zorientowana na bezpieczeństwo fizyczne.
Trauma bonding natomiast to znacznie bardziej złożony i subtelny proces, który rozwija się na przestrzeni czasu w relacjach nacechowanych cyklami przemocy i chwilowego „spokoju” lub uznania. To nie jest reakcja wyłącznie na bezpośrednie zagrożenie życia, ale na powtarzające się doświadczenia emocjonalnej niestabilności, które prowadzą do głębokiego uzależnienia psychicznego od oprawcy. W środowiskach pracy, sportu czy show-biznesu, gdzie dynamika relacji jest bardziej rozłożona w czasie, trauma bonding lepiej oddaje mechanizmy „uwięzienia” emocjonalnego.
Łatwo pomylić lojalność z uwięzieniem, ponieważ oba stany mogą wyglądać bardzo podobnie. Cechuje je zaangażowanie, gotowość do poświęceń, obrona drugiej strony. Jednak prawdziwa lojalność opiera się na wzajemnym szacunku, zaufaniu i równowadze sił. Natomiast emocjonalne zniewolenie to efekt manipulacji, nadużycia władzy i zaburzonej dynamiki relacji, gdzie jedna strona zyskuje kosztem drugiej.
Czy można być nieświadomie zniewolonym emocjonalnie? Tak, i to znacznie bardziej, niż wielu osobom się wydaje. To zniewolenie nie jest widoczne gołym okiem, ponieważ nie polega na fizycznym przymusie, ale na subtelnych, wielowarstwowych mechanizmach psychicznych. Osoba tkwiąca w takim stanie często nie zdaje sobie sprawy, że jest uwięziona, a próby odejścia czy zmiany interpretowane są jako zdrada czy brak wdzięczności. To więzienie, które nie ma krat, ale jego ściany są równie nieprzekraczalne.
JAK PRZERWAĆ TEN CYKL I DOKONAĆ ZMIANY?
Przełamanie mechanizmu toksycznych więzi wymaga przede wszystkim uświadomienia sobie prawdziwej natury relacji, w których się znajdujemy. Pierwszym i najważniejszym krokiem jest przyznanie przed samym sobą, że to nie jest ok! Kolejny krok to nazwanie tego, co się dzieje, czyli wyjście z iluzji, że przemoc czy manipulacja to „normalne” elementy pracy czy sukcesu. Bez jasnego rozpoznania toksycznych wzorców nie da się rozpocząć procesu wyjścia czy zdrowienia. Psychologia potwierdza, że samo uświadomienie problemu jest podstawą do zmiany, ponieważ zmniejsza mechanizmy zaprzeczenia i racjonalizacji.
Kolejnym, dość ważnym elementem jest zewnętrzne spojrzenie, np. rola trenera mentalnego, terapeuty czy psychologa. Profesjonalna pomoc pozwala przełamać błędne schematy myślenia, które ofiara sama może utrwalać, nie zdając sobie z tego sprawy. Specjaliści, opierając się na dowodach naukowych, doświadczeniu i sprawdzonych metodach, pomagają odbudować poczucie własnej wartości, wzmocnić odporność psychiczną oraz pomóc się odnaleźć w nowym środowisku. Wsparcie z zewnątrz daje także poczucie bezpieczeństwa, które w toksycznym środowisku często jest podważane.
Budowanie nowego systemu wartości i rozwijanie inteligencji emocjonalnej to kolejny niezbędny krok. To konkretny proces świadomego odcinania się od starych wzorców, które wiązały się z podporządkowaniem i uzależnieniem emocjonalnym. Badania wykazują jasno, że osoby świadome swoich mentalnych zasobów oraz tego jak działa ich umysł, wykazują mniejsze ryzyko powrotów do toksycznych zachowań czy środowisk.
Na końcu, ale nie mniej ważne, jest zamienienie marzeń i iluzji na konkretny, realny plan działania. Często osoby uwikłane w toksyczne relacje tkwią w nadziei na zmiany, które mają nastąpić „kiedyś”. Tymczasem bez celowego działania, kroków w kierunku zmiany miejsca pracy, otoczenia czy sposobu funkcjonowania, zmiana pozostaje tylko fantazją. Plan powinien być realistyczny, obejmujący małe, osiągalne cele, które stopniowo prowadzą do poprawy sytuacji i samopoczucia.
Przerwanie cyklu toksycznych więzi to nie kwestia „siły woli”, ale świadomego, wspieranego procesu opartego na zrozumieniu, profesjonalnej pomocy, wyznaczeniu granic i planowaniu kroków naprzód. To droga do odzyskania kontroli nad swoim życiem i harmonią psychiczną.
WSPÓŁPRACA
Potrzebujesz profesjonalnego wsparcia w zakresie rozwoju mentalnego, osobistego czy umiejętności liderskich? Myślisz o zmianie, a nie wiesz jak i od czego zacząć? Stoisz w miejscu i boisz się zrobić kolejny? A może po prostu chcesz w końcu zacząć robić to, co od lat pozostaje tylko w sferze Twoich marzeń? Chcesz osiągać niezwykłe cele? Nie czekaj – weź życie w swoje ręce!
Zapraszam do współpracy!
Pracuję w biznesie, sporcie, modelingu, z ludźmi mediów, estrady… i nie tylko. Jestem Certyfikowaną Trenerką Mentalną, Licencjonowaną Konsultantką i Trenerką Odporności Psychicznej, Trenerką Biznesu w zakresie Kompetencji Liderskich i Społecznych, Specjalistą Psychologii Sportu i Mistrzostwa. Mentorką umiejętności ludzkich – osobą, która towarzyszy innym w głębokiej zmianie osobistej i zawodowej.
Specjalizuję się w rozwoju umiejętności społecznych (miękkich) i psychologii mistrzostwa. Maksymalizuję potencjał, oswajam wewnętrznych sabotażystów i pomagam osiągać niezwykłe cele, ambitnym ludziom.
Napisz do mnie
Ⓜ️ hello@magdalenazapadka.com
🌐 www.magdalenazapadka.com
MENTAL PRO • Magdalena Zapadka • Trener Mentalny • Trening Mentalny • Trener Biznesu People Skills • Performance Power Skills Mentor • Rozwój Osobisty • Odporność Psychiczna • Wewnętrzna Siła • Emocje • Stres • Presja • Psychologia Sportu i Biznesu • FRIS • Przywództwo • Zarządzanie Talentami • Budowanie Zespołu • Sukces • Psychologia Mistrzostwa • Potencjał • Komunikacja • Mindset • MTQ Family Group – MTQ48 MTQ48 PLUS MTQ48 SPORT • Nawyki




